środa, 6 kwietnia 2016

Miodowy crème brûlée



 
 

Przy okazji minionych Świąt zrobiłam mój ulubiony deser. Zabierałam się do zrobienia swojego pierwszego crème brûlée dwa lata! Dwa lata temu dostałam od Boskiego Mariana zestaw do robienia tego deseru. Jak się okazało – nie taki diabeł straszny. Dzielę się więc sprawdzoną wersją niebiańskiego deseru. W smaku nie odbiega od tych próbowanych przez nas w restauracjach. Domowy (miodowy) crème brûlée podbił serce nie tylko Boskiego Mariana, ale też mojej Mamy. Zdjęcia takie ładne, bo robił je mój tata – za co dziękuję! 

SKŁADNIKI (na cztery wysokie kokilki)
600 ml śmietany 36%
6 żółtek
1 łyżka miodu gryczanego
¼ szklanki cukru białego
4 łyżki cukru brązowego
1 opakowanie  cukru wanilinowego (lub lepiej: 1 laska wanilii)

 Zagotowujemy na małym ogniu śmietanę z cukrem, cukrem waniliowym oraz miodem. Odstawiamy aż śmietana będzie lekko ciepła. Żółtka ubijamy. Następnie zmniejszamy obroty miksera i dodajemy stopniowo przygotowaną śmietanę. Kokilki opłukujemy i zostawiamy odrobinę wody na dnie. Wlewamy do nich krem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 100 stopni około 50 minut. Na czas pieczenia na dole piekarnika stawiamy naczynie żaroodporne z wodą. Po ostudzeniu schładzamy krem w lodówce (najlepiej przez całą noc, a w najgorszym przypadku 4-6 godzin). Przed podaniem posypujemy wierzch brązowym cukrem i przypalamy go palnikiem (uważając, by cukier się rozpuścił i utworzył brązową skorupkę, ale nie przypalił na czarny kolor). 

 Smacznego! :)

1 komentarz: