piątek, 24 grudnia 2010

Za chwilę Święta! :) Piernik ze specjalną dedykacją dla Dominiki :)


Pomiędzy ostatnimi zakupami na bazarku a robieniem sałatki warzywnej wymykam się, aby dodać ostatniego posta przed Świętami. Bo co to by było za Boże Narodzenie bez piernika? :) Szczerze mówiąc, w moim rodzinnym domu panuje bardziej tradycja makowcowo- sernikowa. Zapadło mi jednak w pamięci, jak Dominika zachwalała swój piernik po ostatnim Bożym Narodzeniu na zajęciach z romantyzmu. Każda z nas poczuła wtedy zapach tego piernika, więc wybłagałam ją o przepis. „Stuningowałam” go troszkę na swoją modłę.
Boski Marian za każdym razem, gdy wspominam mu o moim pierniku przez telefon wzdycha z niekłamanym smutkiem. A jak opowiedział mu o polewie, telepatycznie poczułam jego ściśnięte z żalu serduszko… Nie martw się Kochanie, przed nami jeszcze całe mnóstwo wspólny Świąt, pierników i pierniczków! :)

Wszystkim miłośnikom gotowania życzę spokojnych Świąt w gronie najbliższych.
Aleksandra
SKŁADNIKI (na 1 spora brytfankę) tanie jak barsz
5 średniej wielkości marchewek
2 szklanki mąki
1 szklanka oleju
1 i 1/3 szklanki cukru
1 torebka cukru waniliowego
4 jaja
2 garści posiekanych rodzynek (namoczyłam je w kawowym likierze)
5 posiekanych drobno suszonych moreli
3 łyżeczki proszku do pieczenia
Łyżeczka cynamonu
Łyżeczka przyprawy do piernika
szczypta soli
(Dominika dodaje jeszcze orzechy i sodę, której nie znosi mój tata:))

Składniki na moją polewę:
1 łyżka masła
1/5 szklanki mleka
Tabliczka czekolady milki z kawałkami orzechów laskowych
Migdały do posypania
(wszystkie składniki rozpuszczamy i mieszamy w rondelku na małym ogniu. Na ostygnięty wypiek wylewamy lekko stężałą polewę, posypujemy migdałami i czekamy aż ostygnie)
Marchewki ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Do przesianej mąki, proszku do pieczenia, szczypty soli, cynamonu i przyprawy dodajemy cukier i cukier waniliowy. Wlewamy następnie olej i miksujemy składniki. Miksując dodajemy pojedynczo jaja, aż masa będzie puszysta. Następnie wrzucamy do miksujących się składników startą marchewkę i bakalie. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni około 1 godziny i 15 minut (test patyczka może być pomocny:)).
Porada Mamy Dominiki:
Jeżeli w czasie pieczenia pierniki pękną to nie róbmy tragedii. Pęknięty piernik to udany piernik! (to samo tyczy się keksów)
(Lepsze zdjęcia wrzucę po wigilii, lecę dokończyć sałatkę! :))

środa, 22 grudnia 2010

Do barszczyku


Uwielbiam wigilijne potrawy! Ryby, pierogi z kapustą i grzybami… a ponad wszystko kocham czerwony barszcz mojej mamy! Aby być, chociaż jego częścią, zrobiłam do niego wigilijne paszteciki. Wykorzystałam do ich zrobienia ciasto francuskie. Farsz to mieszanka kapusty i grzybów. Są idealnie delikatne i chrupiące. Myślę, że na pierwsza moją i Boskiego Mariana wigilię, powtórzę je na pewno.
SKŁADNIKI(na około 2 blachy pasztecików) tanie jak barszcz
200g ciasta francuskiego
30dag kiszonej kapusty
4 garści suszonych grzybów
1 cebula
Przyprawy: sól, pieprz (duża ilość :)), majeranek, gałka muszkatołowa, słodka papryka
1 jajko
1/5 szklanki mleka
Sezam i estragon do posypania
Olej do smażenia
Dzień wcześniej
Zalewamy suszone grzyby wrzątkiem i zostawiamy na noc, aby zmiękły.
Dzień pichcenia :)
Wylewamy wodę, w której grzyby miękły przez noc, zalewamy świeżą i gotujemy do zmięknięcia- około 2 godziny. Następnie je odcedzamy i razem z kapustą kiszoną miksujemy blenderem. Cebulę kroimy w małą kosteczkę i szklimy na patelni. Dodajemy do niej zmiksowane składniki, doprawiamy i smażymy. Gdy farsz już jest gotowy, czekamy aż ostygnie, zanim położymy go na ciasto!
Ciasto francuskie rozwałkowujemy na stolnicy i tniemy prostokąty, kwadraty, koła i cokolwiek, co jeszcze przyjdzie Wam do głowy! Wykładamy na nim farsz i zawijamy/składamy paszteciki. Ja postawiłam na trójkąty (robione z kwadratów), kopertki (robione z kwadratów) i klasyczne prostokąty (robione z prostokątów i przygniatane na brzegach widelcem). Dodatkowo nacinałam trójkąty i prostokąty. Wykładamy paszteciki na wyłożonej papierem blaszce i smarujemy je jajkiem rozbełtamy z mlekiem. Na wierzchu posypujemy estragonem i sezamem. Pieczemy około 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni.
Smacznego! :)

sobota, 18 grudnia 2010

Więcej finezji w codzienności



Ja: Masz może na coś ochotę?

Boski Marian: Na Ciebie.

Ja: A na coś jeszcze?

Boski Marian: Na tosty.



Ja i Boski Marian jadamy tosty na mniej więcej, co drugiej naszej randce a ten dialog jest już naszą „świecką tradycją”. Miałam jednak ochotę na pichcenie, więc postanowiłam zrobić inne niż wszystkie tosty! Przyrządziłam, więc pikantne tosty z kiwi, które były doskonałym i smacznym urozmaiceniem dla naszych kubków smakowych. O znakomitym połaczeniu tosty plus kiwi przypomniała mi domowa książka kucharska Pizze i tosty. Bardoz szybka i smaczna kolacja. Polecam! :)

SKŁADNIKI tanie jak barsz

Chleb tostowy

Musztarda

Szynka z indyka

Żółty ser

Kiwi

Najpierw pojedyncze kromki chleba tostowego zapiekamy w opiekaczu-tosterze. Ja przekroiłam je następnie na trójkąty. Potem każdą kromkę smarujemy musztardą, kładziemy na nią plasterek szynki, plasterek kiwi oraz paseczki żółtego sera. Wykładamy na blachę i pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarnik, Az żółty ser stopnieje (około 15 minut). Gotowe tosty można podawać z pomidorowym sosem.

Smacznego! :)

środa, 1 grudnia 2010

U-wielbiam, czyli najlepsze muffinki pod słońcem



Pierwszy raz zgrzeszyłam robiąc najlepsze jabłkowo- czekoladowe muffinki pod słońcem dla Boskiego Mariana. Potem zgrzeszyliśmy razem- po raz drugi wykorzystując mój improwizatorski przepis, w ramach prezentu urodzinowego dla Natalii. Przy okazji przetestowałam nowe, silikonowe foremki, które zakupiłam samej sobie w ramach nagrody za przepis w gazetce :) Foremki okazały się bardzo funkcjonalne, poza tym są fotogeniczne!




SKŁADNIKI (na około 18 muffinek) tanie jak barszcz

2,5 szklanki mąki

3 łyżeczki proszku do pieczenia

Szczypta soli

1 łyżeczka cynamonu

½ szklanki cukru

3 łyżki cukru waniliowego

4 łyżki rozpuszczonego i ostygniętego masła

2/3 szklanki mleka

2 jajka

Tabliczka gorzkiej czekolady

3 jabłka

W pierwszej miseczce mieszamy ze sobą mąkę, przyprawy, proszek do pieczenia, cukier i cukier waniliowy. W drugiej miseczce bełtamy jajka z mlekiem i masłem. Jabłka obieramy i kroimy w spora kostkę. W pierwszej wersji dodawałam do muffinek po kostce czekolady, ale na drugi dzień zrobiła się ona zbyt twardą niespodzianką. Za drugim razem włożyłam tabliczkę czekolady do woreczka foliowego i rozbiłam tłuczkiem do mięsa- bardzo udany efekt. Do miseczki z suchymi składnikami wlewamy składniki mokre, wsypujemy pokrojone jabłuszko i kawałki czekolady. Wszystko mieszamy łyżką. Wykładamy ciasto do foremek, na ¾ ich wysokości i wkładamy je do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 15-20 minut (aż urosną i się zarumienią).

W wersji urodzinowej sporządziliśmy z Boskim Marianem lukier biały (cukier, cukier puder, woda) i lukier brązowy (cukier, cukier puder, woda, kakao) - przyozdobiliśmy nimi muffinki, polepszając jeszcze bardziej efekt smakowy :)

Smacznego! :)


ps. z uściskami dla N.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Więcej grzechów nie pamiętam


Nie przestałam gotować. Mam troszkę mniej mam na to czasu, ale Boski Marian nie narzeka. Jednak ostatnio bardzo się opuściłam w pisaniu bloga! To karygodne! Obiecuję więc poprawę. Na dobry początek dzielę się nowinką. Przepis, który mogliście spróbować z mojego bloga, znalazł się w listopadowym numerze gazetki kulinarnej Obiad w pół godziny. Powyżej skan mojego osiągnięcia ;)

 

A w środę umieszczę przepis na muffinki, które wzbudziły niekłamany zachwyt w Boskim Marianie i wśród gości na u-rodzinowym przyjęciu Natalii :)

 

Do środy!

piątek, 29 października 2010

Zboczony arbuz atakuje!


Decyzją wielce szanownego jury, w składzie Boski Marian i ja wygrał przepis naaaa….

 

Zboczony arbuz (Ta da da daaaam) autorstwa nietuzinkowej kucharki Joanny Niedziałek (oklaski!).

 

Gratulujemy :)

 

Poniżej przepis i uzasadnienie zboczoności drinka :)

 

Składniki:

1 Arbuz (ok 5 kg)

1/2 l wódki (lub wersja light 250 ml)

Słomki (co najmniej dwie)

 

Punkt pierwszy i według mnie najtrudniejszy to dotransportowanie zboczonego arbuza ze sklepu, najlepiej zlecić to Boskiemu Marianowi  zostawiając również całkowitą dowolność w wyborze wódki (w końcu nie należy utożsamiać się z żadnym konkretnym nurtem;)

 

W arbuzie wycinamy małym nożykiem dziurę o średnicy butelki (trzeba uważać, żeby nie uszkodzić przykrywki), miąższ tniemy nożem na drobne kawałki, po czym wlewamy alkohol (jeśli owoc jest bardzo soczysty, trzeba ująć trochę soku, by nasz arbuz-zb.ok nie okazał się mało pojemny)

 

Po wypełnieniu arbuza, nakładamy "przykrywkę" i odstawiamy do lodówki.

 

Otwieramy mocno schłodzonego arbuza, wkładamy rurki i rozpoczynamy picie (wersja party:), wyjadanie miąższu (wersja after party:), Gwarantowane mocne i energetyczne uderzenie!

 

ps. Im więcej rurek włożymy do arbuza tym bardziej masowe zboczenie możemy uzyskać, zatem do dzieła;)

poniedziałek, 25 października 2010

Walka z czasem i tosty dobre na wszystko



W zeszły piątek, chciałam zrobić znów coś na ciepło na kolacje, bo miałyśmy mieć z mamą babski wieczór. Miałam jednak tylko 30 minut między moim powrotem z uczelni a mamy z pracy. Wpisałam więc nazwisko mojej idolki, Nigelli Lawson, do wyszukiwarki i znalazłam błyskawiczne „tosty”. Trochę je po swojemu zaadaptowałam i były fenomenalne!

Przypominam, że do jutra do północy czekamy z Boskim Marianem na Wasze przepisy na zboczone koktajle!!!

SKŁADNIKI na 4 tosty (tanie jak barszcz)

8 kromek białego chleba tostowego

8 plasterków szynki

4 plasterki żółtego sera (ja użyłam wędzonego)

Dobrej jakości musztarda

Olej do smażenia

Szklanka mąki

3 łyżeczki czerwonej papryki w proszku

½ szklanki mleka

2 jajka

Odcinamy skórki z chleba tostowego. Robimy kanapki układając na chlebku po 2 plasterki szynki, w środek plasterek żółtego sera i odrobinę musztardy, następnie dociskamy nasze sandwiche. Kanapki zanurzamy kolejno w mleku, potem w mące z papryką a na koniec w jajku i smażymy je na rozgrzanej patelni z niewielką ilością oleju. Po zarumienieniu są gotowe do wcinania :)

Smacznego!

czwartek, 14 października 2010

Coś na ciepło


Szkoła, praca, praktyki… Tak, dawno mnie tu nie było ale plan na najbliższe miesiące życia gotowy, więc znalazłam też czas na moją przyjemność, jaką jest kulinarno-miłosne blogowanie :)

Zainspirowana wyrolowanymi kanapkami kornika zrobiłam swoje kanapki na ciepłą kolację. Uraczyłam nimi bliskich we wrześniu, jednak teraz jeszcze bardziej pasują na jesienne wieczory (dla mnie już mroźne!:))

Przypominamy z Boskim Marianie o konkursie! Przedłużamy termin nadesłania koktajlowych przepisów do 25.10.

…i po cichu przyznajemy, że nie jesteśmy abstynentami ;)

SKŁADNIKI (na 3 baaaardzo duże kanapki; tanie jak barszcz)

Pół opakowania drożdży instant (Kornik użyła 20 dag świeżych)

½ l ciepłej wody

3,5 szklanki mąki pszennej

100g szynki

100g żółtego sera

1 cebula

Sól, oliwa, czerwona papryka

¼ szklanki majonezu + 1/4 szklanki ketchupu +szczypta oregano+ czerwona papryka

1 jajko + ¼ szklanki mleka

Ciepłą wodę, drożdże 2 szklanki mąki pół łyżeczki soli, łyżkę oliwy mieszamy w misce i wyrabiamy ciasto (jeśli będzie za bardzo płynne dodajemy trochę mąki, jeśli nie będzie chciało się kleić trochę wody). Przykrywamy naczynie ściereczką i czekamy godzinę aż wyrośnie.

W tym czasie przygotowujemy pokrojoną drobno cebulę, szkląc ją na patelni, kroimy w kosteczkę szynkę i ścieramy żółty ser.

Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią, aby się odgazowało :) Następnie dodajemy pozostałą mąkę (1,5 szklanki) i ponowne wyrabiamy. Na stolnicy rozwałkowujemy je na jak największy prostokąt, posypujemy przyprawami (ja użyłam soli i czerwonej papryki), układamy ser, szynkę i cebulę. Potem zwijamy całość wzdłuż długiego boku w roladę, dociskając na obu końcach. Układamy ciasto na blaszce wyłożonej papierem. Mieszamy mleko z jajkiem i smarujemy tym naszą roladę. Wstawiamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na około 30 minut.

W czasie pieczenia można przyrządzić prosty sos mieszając majonez, ketchup, czerwoną paprykę i oregano łyżką. Smarujemy nim gotowe kanapki po wierzchu lub wykładamy do na talerz „do maczania”. Oprócz sosu kanapki podałam z ostatnimi, świeżymi ogórkami. Myślę, że do roladki pasowałyby także pieczaki na pewno wypróbuje w przyszłości ten pomysł :)

Smacznego!

czwartek, 23 września 2010

Uwaga Konkurs!



Razem z Boskim Marianem mamy dla Was niepowtarzalną okazję na wygranie boskiej nagrody: debiutancki singiel zespołu ZBieg OKoliczności (Zb.Ok) z autografami członków zespołu. Dlaczego akurat ta płyta, ten zespół? Bo to zespół Boskiego Mariana! :)

 

Zadanie konkursowe

 

Sporządź Zb.Ok.- koktajl i wyślij przepis wraz ze zdjęciem i uzasadnieniem dlaczego jest zboczony na adres: potoczek@o2.pl. Szeroki wachlarz inspiracji możecie znaleźć na zbokowym myspace (WWW.myspace.com/zbiegokolicznosci)

 

Skład jury:

Aleksandra, czyli ja i Boski Marian.

 

Na maile czekamy do 20.10.2010.Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na moim blogu 30.10.210.

 

Czas start!

 

Powodzenia :)

środa, 22 września 2010

Kurkurydziane szaleńswo


Ostatnimi czasy w lodówce długo czekała na swoja kolej puszka kukurydzy. W końcu, tydzień przed końcem ważności, musiałam ją jakoś wykorzystać, więc zaimprowizowałam i zrobiłam ostrą zupę kukurydzianą. Przetestowałam ją 2 tygodnie temu na rodzicach. Dzisiaj znów ją ugotowałam, aby poznać opinię Boskiego Mariana. Będzie u mnie za jakiś kwadrans, już się nie mogę doczekać kiedy jej spróbuje! :) Zupa jest przepyszna i robi się ją naprawdę błyskawicznie.

SKŁADNIKI (na około 6 porcji) tanie jak barszcz

1 marchewka

1-1,5-2l bulionu (ja niestety nie miałam czasu i zrobiłam z dwóch kostek rosołowych)

2 cebule

15 dag kiełbasy „krajanej”

Puszka słodkiej kukurydzy (dobrej jakości)

Pół kostki serka topionego kremowego

Olej do smażenia

Przyprawy (sól, pieprz, czerwona papryka, chilli, mała łyżeczka ketchupu pikantnego)

Do gotującego się bulionu wrzucamy startą na dużych oczkach marchewkę. Na patelni smażymy pokrojoną w drobną kostkę kiełbasę aż będzie chrupiąca i dorzucamy ją do zupy. Następnie kroimy w kosteczkę cebulę, szklimy ją na patelni i także wrzucamy do gotującego się garczka. Kukurydzę wraz z wodą z puszki miksujemy z serkiem topionym blenderem (jeśli nie macie blendera zgniećcie czymś co dobrze zgniata;)). Dorzucamy do zupy papkę z kukurydzy, mieszamy i doprawiamy przyprawami. Gotujemy na wolnym ogniu jeszcze około 20 minut i gotowe! Ja podawałam z kwadratowymi grzankami i startym serem. Można zabielić śmietaną, jednak wersja "light" bardziej do mnie przemawia (i moich potencjalnych wałeczków tłuszczu;)).

Smacznego! :)

czwartek, 16 września 2010

Zostało Wam jeszcze trochę ciasta francuskiego?


Bo mi tak. Dlatego jakiś czas temu zrobiłam przekąskę z ciasta francuskiego na ostro. Był błysk w oczach Boskiego Mariana i wykrzyknik: „dobre!”, więc polecam :)

Ponieważ to nowy rok pichcenia postanowiłam wprowadzić pewną nowość na blogu. Poza przepisamy będę także oceniać danie pod względem cenowym.

Oto sporządzony przeze mnie wyznacznik cenowy:

2-8 zł/osobę- tanie danie

8-15zł/osobę- średnio tanie danie

15-wzwyż zł/osobę- droga potrawa

SKŁADNIKI (na przekąskę dla 4 osób) tanie jak barszcz

Opakowanie ciasta francuskiego (ja używam firmy FROSTA)

15 dag szynki

20 dag żółtego sera

Czerwona papryka

1 jajko

¼ szklanki mleka

Ciasto rozwałkowujemy na stolnicy. Smarujemy płaty jajkiem rozbełtanym z mlekiem. Posypujemy pokrojoną w kostkę szynką, startym żółtym serem i sproszkowaną, czerwoną papryką. Kroimy plastry na paski i skręcamy je w zakręcone paluszki bądź zwijamy w chrupiące kuleczki. Układamy na blaszce wyłożonej papierem i pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarnik przez około 15 minut. Doskonałe do dipów czosnkowych i pomidorowych. Doskonałe na sobotnie kino domowe.

Smacznego! :)

wtorek, 7 września 2010

Pierwsza rocznica




Dzisiaj mija równo rok, od kiedy zamieściłam na blogu swój pierwszy przepis. W związku z tym świątecznym dniem zrobiłam przepyszne bananowe tiramisu. Ponieważ w moim domu wyjątkowo dba się o zdrowie moje tiramisu nie ma w sobie surowych jajek. Mimo to, jest najlepszym tiramisu, jakie w życiu jadłam! Przepis częściowo mojej mamy, częściowo moja twórcza, bananowa inwencja. 

 

To już rok. Myślę, że moje umiejętności gotowania można śmiało porównać do dobrze rozwiniętego, rocznego dziecka. Poruszam się już w kuchni całkiem swobodnie, choć zdarzają się potknięcia. Jest ich jednak coraz mniej i wcale mnie nie zniechęcają. Myślę, że przez ten roku nauczyłam się bardzo wiele, jeśli chodzi o sztukę kulinarną. Przekonałam się również do szpinaku i papryki :) Mam nadzieję, że kolejny rok, będzie kolejnym, kuchennym krokiem milowym. I będę gotować, bez kitu, bo jedną z największych przyjemności mojego życia jest gotowanie i dzielenie się moimi potrawami z bliskimi, zwłaszcza z Boskim Marianem :) Mam też nadzieję, że będzie on, Boski Marian, mnie równo mocno wspierał podczas moich kulinarnych szaleństw i nie tylko.

 

Smacznego wszystkim na cały następny rok!


SKŁADNIKI (na średnia blachę)

2 opakowania serka mascarpone (2x 250g)

2 opakowania biszkoptów (najlepiej podłużnych)

2 opakowania puddingu waniliowego (ja wybrałam „Smakiję”)

2 łyżki cukru pudru

1 kieliszek likieru (ja wybrałam kawowy)

Pół kieliszka whisky (może być inny, mocny alkohol np. brandy, rum)

Filiżanka kawy espresso

3 banany

Kakao do posypania

 

W miseczce zaparzamy kawę, wlewamy whisky i likier, czekamy aż ostygnie. Serek mascarpone, cukier puder i pudding mieszamy razem aż będą miały jednolitą konsystencję (ja w tym celu używam tłuczka do ziemniaków ;)). Na dno brytfanki wyłożonej papierem kładziemy namoczone w kawowo- alkoholowym płynie biszkopty- ja maczałam je tylko z jednej strony, aby się za bardzo nie rozpadały. Na biszkopty rozsmarowujemy masę z mascarpone. Potem znów kładziemy namoczone biszkopty, na nie pokrojone w plasterki banany i znów masę z mascarponę.  Na wierzchu posypujemy kakao przez sitko i dekorujemy plasterkami bananów. Następnie wkładamy do lodówki na 3-4 godziny i gotowe! Znika z talerzy z prędkością światła :)

 

Rocznicowe smacznego!

piątek, 3 września 2010

Boskie gotowanie



Wspólne gotowanie z Boskim Marianem jest boskie! Pichcenie samo w sobie daje mi ogromna radość, ale z Boskim Marianem to jeszcze większa przyjemność. Poza tym wyręczał mnie między innymi w tłuczeniu kotletów i otwieraniu puszki z ananasem. Wymyślił też innowacyjne krojenie sera i pomimo jego śladowej ilości pokryliśmy nim cały ananas. Mężczyźni to naprawdę boscy kucharze ;) A. Potrawa. Zrobiliśmy kotleta schabowego „po kapitańsku”. Potrawę tą podpatrzyliśmy na naszych tegorocznych wakacji, w restauracji „Alga” :)

SKŁADNIKI (na 4 porcje) tanie jak barszcz

Około 60 dag schabu

4 ząbki czosnku

3 jajka

Bułka tarta

4 plasterki ananasa z puszki

4 (obszerne) plastry żółtego sera

Pieprz, sól, przyprawa do wieprzowiny, Boski Marian do przyprawienia potrawy odrobiną radości- miłości

olej

Do miski wrzucamy przyprawy i przeciśnięty przez praskę czosnek. W drugiej rozbijamy jajka i mieszamy je widelcem, aby miały jednolita konsystencję. Do ostatniej, trzeciej miseczki wsypujemy bułkę tartą. Porcje schabu kroimy na 4 kawałki i oczyszczamy. Rozbijamy, najlepiej w woreczku (aby nie pobrudzić siebie i kuchni). Obtaczamy każdego kotlecika najpierw w przyprawach, potem w jajku, na koniec w bułce tartej. Dociskamy dłońmi kotlet, aby przyprawy i bułka tarta zostały na swoim miejscu i smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron po około 8 minut na średnim ogniu. Gdy już wszystkie kotlety będą gotowe wykładamy je na blaszkę na papierze do pieczenia, układamy na nich ananas a następnie ser i wstawiamy do nagrzanego do 120 stopni piekarnika na około 5-10 minut (aż ser się ładnie stopi). Ja podawałam z ziemniaczanym puree i sałatą z rzodkiewką i szczypiorkiem w śmietanie i ziołach. Taki tradycyjny ten obiadek :)

Smacznego! :)


ps. Zdjęcie całej potrawy by Boski Marian ;)

wtorek, 31 sierpnia 2010

Po części zapomniane grillowanie ;)




Na naszego grilla u mojej przyjaciółki z dzieciństwa, Eweliny, upiekłam marchewkowe ciasto i ciasteczka z ciasta francuskiego, które zostało niewykorzystane do pierożków. Byłam to bajeczna zabawa! Zrobiłam ciasteczka z dżemem i lekkie ciasteczka z borówką. Polecam, bo przyrządza się je błyskawicznie i smakują wszystkim, Boskiemu Marianowi również :)

SKŁADNIKI tanie jak barszcz

Gotowe ciasto francuskie

Słoiczek ulubionego dżemu

Borówki

Cukier

Wiórki kokosowe

Przepis 1.

Rozwałkowujemy ciasto francuskie, kroimy je w małe kwadraciki i kładziemy na nich owoc, jaki mamy pod ręką. Ja użyłam borówek. Dodatkowo posypałam je cukrem i wiórkami kokosowymi. Pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez około 15 minut. Są lekkie, myślę że można sobie na nie pozwolić nawet na diecie.

Przepis 2.

Rozwałkowujemy ciasto francuskie i kroimy je na spore kwadraty. Na każdy kwadrat kładziemy 2 łyżki dżemu lub konfitur (ja użyłam śliwkowych i brzoskwiniowych). Przed zawinięciem w rożek robimy 3 nacięcia na jednej ze stron. Układamy na blasze i smarujemy rozbełtanym jajkiej. Pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez około 20 minut.

Banał, ale jaki smaczny :)

Smacznego!

piątek, 20 sierpnia 2010

Witamy po reklamach


Moja długa nieobecność na blogu była spowodowana boskimi wakacjami z Boskim Marianem nad naszym polskim, boskim morzem :) Przywiozłam ciekawy przepis z jednej z nadmorskich restauracji ale upichcę to później. Dzisiaj czas na moją przynętę na Boskiego Mariana. Przyrządziłam wczoraj zapiekane w cieście pierogi z mięsem mielonym na ostro. Zyskały ogromne uznanie wśród wszystkich domowników. Gwarantuje dobre (smaczne) wrażenie.

SKŁADNIKI (na12 wielgaśnych pierogów) cena do zniesienia

500g gotowego ciasta francuskiego (ja użyłam frosty)

350g mięsa mielonego z indyka

1 cebula

2 pomidory

Sos boloński (200ml)

Przyprawy (ja użyłam: pieprz, sól, czerwona papryka, chilli z imbirem- duża ilość)

Olej do smażenia

1 jajko

¼ szklanki mleka

Cebulkę kroimy w niewielką kostkę i smażymy na patelni do zeszklenia. Dodajemy do niej mięso mielone i smażymy aż nie będzie surowej. Na drugiej patelni smażymy pokrojone na niewielkie kawałki pomidory i dodajemy do nich sos boloński. Gdy mięso będzie już gotowe dodajemy do niego zawartość drugiej patelni i przyprawy. Mieszamy i smażymy aż będzie wyglądał jak kleisty, czerwony farsz. Studzimy.

Gdy mięso jest już wystudzone rozwałkowujemy ciasto francuskie na stolnicy. Na jeden duży, rozwałkowany prostokąt kładziemy 2-3 duże łyżki farszu i zginamy ciasto tworząc duży pierożek. Ja dodatkowo ugniatałam boki widelcem- bardziej dla estetyki niż potrzeby :) pierogi wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Przed włożeniem do piekarnika smarujemy pierogi rozbełtanym jajkiem z mlekiem. Będą dzięki temu bardziej rumiane i chrupiące. Następnie pieczemy w nagrzanym do 210 stopni piekarniku przez 15-20 minut (aż będą rumiane). I gotowe!

Smacznego! :)

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Po polsku



Jeden z obiadków dla Boskiego Mariana oparłam na domowym przepisie na kluski śląskie. Sposobu przygotowania tego przysmaku nauczyłam się od mamy, a mama od babci i tak dalej :) Są to takie zgrabne kluski z dziurką, będące świetną odmianą od nudnych ziemniaków na obiad bądź samym w sobie daniem. Polecam.

 

SKŁADNIKI:

Ziemniaki

Mąka ziemniaczana

1-3 jajka

Sól, wegeta, pieprz

 

Ziemniaki gotujemy do miękkości, odcedzamy i przeciskamy przez praskę bądź ugniatamy tłuczkiem aż będą idealnie gładką masą. Na stolnicy formujemy z nich równy okrąg. Jedną trzecią okręgu przesuwamy na bok i w puste miejsce wysypujemy mąkę ziemniaczaną. Jest to sprawdzony sposób na dobranie odpowiednich proporcji. Obojętnie ile ziemniaków ugotujecie, nie musicie bawić się w liczenie ile mąki do nich potrzeba, tylko stosujecie tą starą metodę. Następnie pieprzymy, solimy i „wegetujemy” żeby kluski nie były mdłe. Kolejno ugniatamy wszystkie składniki- całą porcje ziemniaków, mąkę i przyprawy. Z utworzonego ciasta formujemy kuleczki i robimy w nich dziurki. Wrzucamy je do osolonego wrzątku. Gdy wypłyną na powierzchnie gotujemy jeszcze około 4 minut. Ja odgrzewam je potem na patelni i polewam sosem- najlepiej smakują z grzybowym. jak widać na zdjęciu ostatnio podałam je z udkami kurczaka w chrupkiej panierce i  warzywną sałatką. 

Smacznego! :)

wtorek, 27 lipca 2010

Zdrowy obiad


Podczas nieobecności moich rodziców byłam prawdziwą panią domu ;) Najprzyjemniejszym elementem tego fachu jest niewątpliwie gotowanie. Każdego ranka pełna pomysłów i zapałów przyrządzałam obiad. Moimi potrawami raczyłam Boskiego Mariana, który zmęczony i głodny wpadał po praktykach. Jednym z takich obiadków było bardzo pożywne danie z kurczakiem i kuskusem. Wykorzystałam składniki, które miałam w lodówce i całkiem przypadkiem wyszło mi zdrowe, bogate w białko i warzywa drugie danie. Polecam!

SKŁADNIKI (na około 4 porcje) cena do zniesienia

1-2 piersi z kurczaka

30 dag fasolki szparagowej

1 czerwona papryka

3 pomidory

1 średniej wielkości cukinia

1 duża cebula

2 łyżki koncentratu pomidorowego

Pół opakowania kaszy kuskus

400 ml rosołku lub ewentualnie wody

Przyprawy (sól, pieprz, chilli z imbirem, ostra czerwona papryka)

Olej do smażenia

mąka

W osolonej wodzie gotujemy pokrojoną na niewielkie kawałki fasolkę szparagową i paprykę aż warzywa zmiękną. Na suchej patelni spiekamy cieniutkie plastry cukinii, posypane sporą ilością pieprzu i czerwonej papryki. Na kolejnej paleni szklimy cebulę w półtalarach na oleju, następnie dodajemy pokrojone w kostkę pomidory i koncentrat pomidorowy, posypujemy łyżką mąki - dusimy około 15 minut. Na kolejnej patelni smażymy na oleju niewielkie kawałki piersi kurczaka. Do wysokiej patelni wrzucamy przecedzoną fasolkę szparagowa z papryką, cebulę w pomidorowym sosie, cukinie i piersi kurczaka-doprawiamy i smażymy na małym ogniu mieszając około 10 minut. Następnie wrzucamy kuskus, zalewamy zagotowanym rosołkiem lub wodą, mieszamy, wyłączamy palnik i zostawiamy na około 10-15 minut do spęcznienia kaszy. Potrawa dobrze smakuje ze świeżą bazylią.

Smacznego! :)

piątek, 23 lipca 2010

urodzinowo



Czwartek, godz. 23.45

Ja: za 15 minut będę mogła kupić alkohol we wszystkich stanach!

Boski Marian: Mają inną strefę czasową, więc chyba nie za 15 minut, śpij bo ja już zasypiam :)

 

Z okazji swoich urodzin upiekłam „tort”, czyli sernik na zimno w oparciu o przepis z Moich Wypieków. Nie przepadam za tortami a przy tym upale tym bardziej nie mam ochoty na nic kremiastego i ciężkiego. Był to dobry wybór. Ciasto robi się błyskawicznie, jest przyjemnie puszyste i orzeźwiające. Polecam!

 

SKŁADNIKI

1 opakowanie okrągłych biszkoptów

600g serka waniliowego „Danio” (4 opakowania)

250 ml śmietany 36%

4 łyżki cukru pudru

2 łyżki żelatyny (rozpuszczonej w niewielkiej ilości wody)

Owoce (ja wykorzystałam banany i brzoskwinie)

1 opakowanie galaretki

 

Mikserem ubijamy śmietanę, dodając do niej pod koniec cukier puder. Stopniowo dodajemy „Danio”, a na koniec rozpuszczoną i wystudzoną żelatynę. Na blaszce wykładamy biszkopty, wysypujemy na nie owoce (można użyć każdy owoc poza ananasem i kiwi- przy tych owocach ciasto nie stężeje). Wkładamy do lodówki na około 4 godziny. Galaretkę rozpuszczamy według przepisu na opakowaniu i zostawiamy do wystygnięcia. Gdy już będzie chłodna wylewamy je na stężałe po około 4 godzinach ciasto i wstawiamy znów do lodówki. Po około 3 godzinach sernik z galaretka powinien już być idealny. Można wysypać także trochę owoców na wierzch i dopiero zalać je galaretką, co daje świetny efekt wizualny.

 

Smacznego! :)

 

środa, 21 lipca 2010

Pomidorowa dobra na wszystko


Kilka dni temu miałam w lodówce niedzielny rosół i dużo pomidorów. Wydaje się nie specjalnie olśniewający mój pomysł z pomidorową, ale szczerze mówiąc w życiu lepszej nie jadłam! Boski Marian jedząc ją powiedział: „czuć papryczką”, co oznacza, że też mu smakowało ;) Poza tym dostałam plus za intuicję, bo podał mu pomidorowa z dużymi kluskami i powiedział, że właśnie tak lubi najbardziej. Zupę zrobiłam błyskawicznie, polecam.

SKŁADNIKI (na około 6 porcji) tanie jak barszcz

Garnek rosołu (ja zrobiłam swój: 2 udka kurczaka, 2 marchewki, 1 pietruszka, 1 pęczek naci pietruszki, 1 opieczona na palniku cebula, liść laurowy, szczypta cukru, ziarenka pieprzu)

4 pomidory

1 czerwona papryka

2 łyżki koncentratu pomidorowego

1 łyżeczka chilli z imbirem

Na patelnie z odrobiną oleju wrzucamy pokrojone w kostkę pomidory i czerwona paprykę. Dodajemy koncentrat pomidorowy i mieszając smażymy aż warzywa zmiękną. Następnie blenderem miksujemy je w garczku (można to pominąć, jeśli lubicie duże kawałki warzyw w zupie- ja osobiście uwielbiam, ale w moim domu tylko ja;)). Pomidorową masę dodajemy do gotującego się powoli rosołu i mieszamy. Doprawiamy zupę chilli z imbirem (opcjonalnie) i gotujemy na wolnym ogniu jeszcze około 20 minut. Można zabielić, ale latem polecam bez śmietany.

Smacznego!

wtorek, 20 lipca 2010

Rocznica


Moi rodzice w zeszły piątek obchodzili 22 rocznicę ślubu. Z tej okazji oraz z okazji wspólnego obiadu z Mariuszem zrobiłyśmy z mamą Mussakę. Jest to wersja bardzo domowa i bardzo spolszczona greckiego dania. Dużo mniej tłusta i bardziej warzywna niż mięsna. Zainspirował nas przepis, który mama zapisała pilnie w zeszycie oglądając kiedyś Kuchnie TV- między nami mówiąc uwielbiam tą stację :)

SKŁADNIKI (na 6 osób) tanie danie

½ kg ziemniaków

1 cukinia

3 pomidory

1 papryka

2 cebule

1 ząbek czosnku

1 łyżka koncentratu pomidorowego

½ kg mięsa mielonego

2 starte marchewki

Przyprawy (na przykład: sól, pieprz, ostra papryka)

Gotowy bądź swój sos beszamelowy

Obrane i pokrojone na talarki ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie. Tradycyjnie, powinny być one smażone na głębokim tłuszczu, ale sami wiecie jak brzmi… głęboki tłuszcz ;) Cukinie kroimy na plasterki i podsmażamy na patelni bez tłuszczu- ja posypałam cukinie czarowna papryką. Mięso smażymy. Na innej patelni szklimy cebulę w talarkach, dodajemy do niej pokrojone pomidory, pokrojoną na niewielkie kawałki paprykę, koncentrat pomidorowy oraz starte marchewki. Wrzucamy to wszystko do mięsa, przyprawiamy i mieszamy chwilę na patelni. Następnie w naczyniu żaroodpornym wykładamy w kolejności: ugotowane ziemniaki (my z mamą przegotowałyśmy trochę, dlatego nasza zapiekanka zamiast dumnie stać... położyła się na talerzu;)), podsmażoną cukinię, mięso i polewamy wszystko sosem beszamelowym (najlepiej w wersji ze startym serem). Naczynie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 40 minut. Świetnie smakuje podane ze świeżymi pomidorami i szczypiorkiem.

Smacznego! :)

czwartek, 15 lipca 2010

Nostalgiczne drugie danie


Aby wyręczyć zapracowaną mamę i poczęstować czymś własnej roboty Boskiego Mariana, upichciłam wczoraj sos warzywno- kurczakowy, który idealnie nadaje się do ryżu i jest banalny w wykonaniu.

Podczas krojenia fasolki szparagowej złapała mnie zaduma nad moimi najbliższymi, nad tym jak są dla mnie ważni. W pierwszej kolejności Boski Marian, który gości w każdej wykonanej przeze mnie potrawie. Jest tak dlatego, że nie ma minuty, ani nawet sekundy, żebym o nim nie myślała. Wszystko robie z myślą o Nim i dla Niego. Jest moim najlepszym przyjacielem, najwspanialszym kochankiem na świecie i moim celem w życiu.

Potem pomyślałam o rodzicach. O mamie, która spała po nocnej zmianie za ścianą i o tym, że mogę z nią rozmawiać o wszystkim bez skrępowania. Tata- strażnik mojego bezpieczeństwa i szczęścia bezustannie od prawie 21 lat.

Kolejno myśli zawędrowały do Karoliny. Niedawno się wyprowadziła z naszego osiedla, ale ciągle wydaje mi się, że zadziała zaklęcie „za pięć minut pod blokiem”. Zaklęcie, które działało zawsze- i w te dobre i gorsze dni. Ale jest przecież komunikacja miejska.

Kasia. Nadzwyczajna kobieta o ciepłym sercu, którą darzę bezgranicznym zaufaniem. W dodatku nosi pod tym sercem kogoś, kto przyniesie nam wszystkim mnóstwo szczęścia.

Dręczyłam też myślami Natalię. Nasze podejście do życia jest tak diametralnie różne, a mimo to bardzo dobrze się rozumiemy. Pewnie to za sprawa zgranych astralnych fal.

Nad fasolką szparagową doszłam do wniosku, że gdyby nie blog i świadomość, że ktoś mnie czyta, może gotowanie nie stałoby się moją pasją. Jednak gdyby nie Boski Marian i cała reszta mojego świata, gotowanie w ogóle nie miałoby sensu. Magda- masz całkowitą rację!

SKŁADNIKI (na 6 porcji) tanie jak barszcz

3 piersi z kurczaka

40 dag fasolki szparagowej (najlepiej zielonej, żeby kontrastowała kolorystycznie)

3 pomidory

2 cebule

1 papryka

2 łyżki koncentratu pomidorowego

4 łyżki sosu pomidorowego w proszku (można się bez tego obyć, zastąpić innym sosem/koncentratem)

Łyżka imbiru z chilli

Sól, pieprz, sproszkowana czerwona papryka

Olej, masło, mąka

1,5 szklanki wody

Kroimy fasolkę szparagowa w niewielkie kawałki, odcinając końcówki. Gotujemy ją w osolonej wodzie i po 10 minutach dodajemy pokrojona w kostkę paprykę, gotując aż warzywa zmiękną. Na patelni smażymy do zeszklenia cebulę, pokrojoną w pół-talarki na oleju. Następnie dodajemy do niej pokrojone w niewielkie kawałki pomidory i dalej smażymy. Gdy pomidory zmiękną, na patelnie dołączamy 2 łyżki koncentratu pomidorowego. Dusimy warzywa około 10 minut mieszając. Następnie kroimy pierś z kurczaka w niewielkie kawałki i smażymy je na oddzielnej patelni. Do garczka wrzucamy odcedzoną fasolkę szparagowa z papryką, cebulę z pomidorami i usmażone piersi z kurczaka. Zalewamy wodą i gotuje my na wolnym ogniu. Dodajemy sos pomidorowy w proszku i przyprawy mieszając. Na patelni rozpuszczamy 3 łyżki masła, posypujemy mąką i dodajemy do sosu tą zasmażkę, żeby był gęstszy. Chwilę jeszcze gotujemy. Gotowy sos najlepiej jest podawać z ryżem.

Smacznego! :)

środa, 7 lipca 2010

Jej wysokość Fasolka Szparagowa


Mam dziś bardzo aspołeczny nastrój. Nie zrobiłam makijażu i krzątam się po domu w dresie. Postanowiłam nigdzie dziś nie wychodzić. Czytać, oglądać filmy i oczywiście gotować :) Jako że dzień dziś chłodniejszy i wietrzny zaczęłam od zupy. Uwielbiam zupy i całe szczęście Boski Marian podziela moją sympatię do nich. Zainspirowana przepisem na zupę węgierską z fasolki szparagowej, który znalazłam w domowej książce kucharskiej z roku 1983 ugotowałam pyszne, lekkie i zdrowe pierwsze danie. Gorąco polecam szczególnie teraz, w fasolowym sezonie. Zupa do przyrządzenia wyjątkowo prosta.

SKŁADNIKI (na gar zupy:)) tanie jak barszcz

40 dag fasolki szparagowej

1 spora cebula

1 łyżka masła

2 łyżki mąki

1 ząbek czosnku

4 ziemniaki

Garczek rosołku (można go ugotować na startych bądź pokrojonych w talarki warzywach, można pójść na łatwiznę i wykorzystać kostkę rosołową. Ja rozcieńczyłam rosół wczorajszej produkcji mojego taty)

Przyprawy (ja użyłam: sól, pieprz, szczyptę cukru, łyżeczkę ostrego sosu chilli z imbirem, szczyptę wegety)

Opcjonalnie śmietana i nać pietruszki

Gotujemy rosołek. W tym czasie docinamy końcówki umytej fasolki szparagowej i kroimy ja na niewielkie kawałki. Wrzucamy następnie do gotującego się rosołu i gotujemy przez około 20 minut na wolnym ogniu. W tym czasie kroimy cebulę na pół-talarki, wrzucamy ją na patelnie z oliwą bądź olejem i smażymy do zarumienienia. Gdy cebula już się zeszkli dodajemy na patelnie spora łyżkę masła oraz mąkę i mieszamy. Następnie zawartość patelni do gotującej się zupy. Dodajemy także przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Gotujemy kolejne 20 minut. W tym czasie obieramy ziemniaki i kroimy je w niewielką kostkę. Dorzucamy do gotującej się zupy, doprawiamy ją wedle uznania i gotujemy aż fasolka i ziemniaki będą miękkie (około 15-20 minut). Przed podaniem można ją również zabielić śmietaną i posypać nacią pietruszki.

Smacznego! :)

poniedziałek, 5 lipca 2010

Z okazji końca sezonu




Truskawek na pobliskim bazarku już coraz mniej. Z tej okazji wypróbowałam przepis Arabeski na maślankowy placek z truskawkami i kruszonką. Jest rzeczywiście znakomity! Lekko wilgotny, mięciutki. Najlepiej jest spożyć w dzień upieczenia, co wcale nie jest trudne ;) Poza tym ciasto przygotowuje się błyskawicznie.

Od dwóch dni dręczą mnie wyrzuty sumienia, że nie upiekłam go jak Boski Marian był jeszcze w mieście. On teraz relaksuje się u rodziców, a ja cierpię katusze, że nie spróbował tego wyśmienitego ciasta!

SKŁADNIKI (na średniej wielkości blachę) tanie jak barszcz

1 szklanka maślanki

1 szklanka cukru

2 i ½ szklanki mąki

3 jajka

2 łyżeczki z górką proszku do pieczenia

½ szklanki oleju

1 cukier waniliowy

Truskawki lub inne sezonowe owoce (jutro zamierzam wypróbować z jagodami:)) około 500g

Kruszonka (mąka+ masło+ cukier rozcierane w miseczce palcami)

Zaczynamy od umycia i szypułkowania owoców oraz przygotowania kruszonki. Następnie miksujemy jajka z cukrem i cukrem waniliowym. Kolejno dodajemy mąki i proszku do pieczenia miksując. Resztę składników (olej i maślankę) powoli wlewamy nie przestając miksować. Wlewamy ciasto do brytfanki obtoczonej bułką tartą, układamy na nim owoce, posypujemy kruszonką i wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na około 40 minut.

Smacznego! :)

piątek, 25 czerwca 2010

Na dzień ojca


Z okazji dnia ojca i skończonej sesji upichciłam fasolkę po bretońsku. Skorzystałam z bardzo starej książki kucharskiej o właśnie takim tytule. Przepis „doprawiony” moimi pomysłami udał się przednio. Oprócz szczęścia na twarzy taty, zagościła także duma na twarzy Boskiego Mariana. Zostałam nawet obdarowana wianuszkiem pochwał na wieczornym spotkaniu ze znajomymi. Dziewczyny, faceci naprawdę kochają tą potrawę, więc jeśli chcecie zdobyć Jego serce bierzcie się do roboty! :)

SKŁADNIKI (na około 5-6 porcji) tanie jak barszcz

40 dag fasoli typu „Jaś”

20 dag kiełbasy

6 plasterków wędzonego boczku

3 cebule

7 łyżek koncentratu pomidorowego

Trochę mąki

Olej do smażenia

2 papryki

Przyprawy: Sól, cukier, pieprz, majeranek, czerwona sproszkowana papryka, sproszkowana papryczka chili, estragon i oregano.

Dzień wcześniej zalewamy fasolę w dużym garczku i zostawiamy na całą noc, aby troszkę zmiękła.

Drugiego dnia gotujemy fasolę w tej samej wodzie (można troszkę jej odlać) przez około godzinkę bez żadnych dodatków. W tym czasie kroimy w kosteczkę boczek i smażymy na patelni aż będzie chrupiący. Następnie dodajemy trochę oleju i szklimy cebulę pokrojoną w talarki. Gdy cebula będzie już idealna dodajemy pokrojoną w kosteczkę kiełbasę. Składniki podsypujemy mąką. Kolejno zalewamy je 2 łyżkami koncentratu pomidorowego z odrobiną wody.

Po godzinie gotowania fasoli dodajemy do niej pokrojoną w kostkę czerwoną paprykę. Gotujemy razem przez następne pół godziny.

Kolejno dodajemy do fasoli wszystkie składniki z patelni. Następnie dodajemy 5 łyżek koncentratu pomidorowego z odrobiną wody. Wszystko mieszamy. Przyprawiamy potrawę- można zasugerować się moim wyborem, który okazał się bardzo trafny (należy pamiętać, ze potrawa powinna być „ostrawa”:)). Gotujemy to wszystko przez kolejne pół godziny.

Przed wyłączeniem palnika należy sprawdzić czy fasola jest już odpowiednio miękka. Najlepiej podawać z pieczywem, ja wybrałam świeże kajzerki.

Smacznego!

sobota, 19 czerwca 2010

Owocowy raj


Na poprawę humoru i w ramach odpoczynku od nauki zrobiłam pycha babeczki z kremem waniliowym i owocami. Są tak dobre, że już nie mogę się doczekać jutrzejszej reakcji Boskiego Mariana! :) Zaleta tego przepisu są składniki, które raczej zawsze są pod ręką w kuchni, nie trzeba robić specjalnie wielkich zakupów.

SKŁADNIKI (na około 15 babeczek) tanie jak barszcz

1 i 2/3 szklanki mąki

Pół margaryny „Kasi”

3 jajka (w tym 2 żółtka)

Szczypta soli

Szklanka mleka

Łyżka mąki ziemniaczanej

Cukier waniliowy

3 łyżki cukru

Owoce

Zagniatamy ciasto na stolnicy, w skład którego wchodzi: mąka, margaryna, jedno jajko, szczypta soli. Odkładamy ciasto do lodówki na około pół godziny. W tym czasie przygotowujemy foremki do babeczek wysmarowując je masełkiem.

Po wyjęciu ciasta rozwałkowujemy je na cienkie kawałki i wykładamy nimi foremki na babeczki. Wkładamy je następnie do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około pół godziny (aż ciasto się zarumieni i z łatwością będzie odchodzić od formy).

Gdy piecze się ciasto zabieramy się za przyrządzenie kremu. W garczku miksujemy dwa żółtka, cukier, cukier waniliowy, mąkę ziemniaczaną i 3 łyżki mleka. Podgrzewamy szklankę mleka w drugim garnku. Gdy mleka się zagotuje przelewamy je do jajecznej masy ciągle mieszając (przelewajcie przez sitko, żeby uniknąć kożuszka). Na małym ogniu gotujemy masę ciągle mieszając aż zgęstnieje.

Owoce, jakie mamy pod ręką kroimy na niewielkie kawałki (a wykorzystałam truskawki, brzoskwinie i banany).

Gdy ciasto będzie gotowe i ostygnięte nakładamy po łyżce stołowej masy waniliowej do każdej „miseczki” a następnie nakładamy przygotowane owoce. Najlepiej podawać świeże, ale można babeczki przechowywać także w lodówce.

Smacznego :)

czwartek, 10 czerwca 2010

Na orzeźwienie


W ferworze nauki i pracy. Upał jednak zmusił mnie do wycieczki po cytryny i zrobienia lemoniady. Świetnie orzeźwia i jest banalnie prosta w wykonaniu. Mroźnie ściskam Boskiego Mariana :)

 

SKŁADNIKI (na dzban lemoniady)

1 litr wody mineralnej (ja użyłam Muszynianki, bo jest wysokomineralizowana i miło drażni podniebienie)

2 łyżki miodu

3 cytryny

 

Do garnuszka wlewamy wodę i gotujemy ją aż do wrzenia. Gdy odrobinę wystygnie dodajemy miód mieszając, aż się rozpuści. Wyciskamy do miseczki sok z trzech cytryn, następnie dodajemy go do miodowej wody, gdy już będzie letnia. Mieszamy i czekamy aż lemoniada się ochłodzi na tyle, aby włożyć dzbanek z nią do lodówki. Po około 3 godzinach w lodówce jest idealna.

 

Dodatkowo, trzymam kilka szklanek w lodówce i podaje właśnie w nich płyny w letnie dni. Szklankę można finezyjnie ozdobić plasterkiem cytryny, tak jak widać to na zdjęciu. Dodatkowo, warto wrzucić kostki lodu. Jeśli sami sporządzacie lód, wyłóżcie otwory na wodę kawałkami cytryny lub listkami mięty i dopiero zalejcie wodą. Takie finezyjne kostki są idealne nie tylko do lemoniady ale i wieczornych drinków :)

 

Orzeźwienia!

 

czwartek, 27 maja 2010

Chrupiąca przerwa


Egzaminy, zaliczenia, praca… W weekendową chwilę wytchnienia skusiłam się jednak na zrobienie chrupiących bułeczek a la brioszki z dżemem. Przepis oparłam dużej mierze na przepisie Niny. Jednak moje bułeczki bardziej przypominają ciastka niż drożdżówki. Tak czy owak Boski Marian pochwalił (cyt. No nieźle ci te ciastka wychodzą:)) a mama powiedziała, że warto je powtórzyć dlatego zachęcam do ich upieczenia.

SKŁADNIKI (14 sporych ciastek) tanie jak barszcz

2 płaskie łyżeczki suchych drożdży

500g mąki tortowej

1/3 szklanki cukru

2 łyżeczki soli

5 jajek

1 kostka masła (Nina dała 350 g, ale w trakcie zagniatania, doszłam do wniosku, że będą za tłuste jak dodam jeszcze odrobinę. Pewnie dlatego moje ciastka są przyjemnie kruche, poza tym trzeba dbać o linię bo lato idzie ;))

Pół słoiczka ulubionego dżemu

Wieczór wcześniej zagniatamy ciasto z mąki, drożdży (jak nie macie zaufania do suchych, można użyć zwykłych bądź zrobić rozczyn), jajek, soli, cukru i masła (dodajemy na samym końcu). Można użyć miksera z końcówka do ciast drożdżowych bądź samemu zagnieść, aż uzyskamy jednolita konsystencję. Ciasto przykrywamy ściereczką, odstawiamy na półtorej godziny do wyrośnięcia,. Następnie uderzamy je pięścią i wstawiamy na noc do lodówki w miseczce przykrytej ściereczką.

Następnego dnia robimy z ciasta długi wałek, dzielimy go nożem na mniej więcej równe kawałki. Na stolnicy z każdy z tych kawałków rozwałkowujemy, następnie kładziemy łyżeczka dżemik na placuszek, zwijamy go w rulonik, zginamy rulonik na pół i przecinamy ostrym nożem środkową część zgiętego rulonika. Aby ułatwić sobie życie, podsypujcie trochę zwykłą mąką blat i wałek. Układamy takie serduszka na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy przygotowane tak ciastka do wyrośnięcia na półtorej godziny. Kolejno wstawiamy je do nagrzanego do 190 stopni piekarnika na około 35-40 minut aż zbrązowieją. Ja swoje trochę celowo przypiekłam.

Smacznego! :)

sobota, 15 maja 2010

Domowa pijalnia czekolady



Nękające mnie przez zeszły tydzień zatrucie, kazało mi na sobotnie popołudnie zrobić coś, co mnie mocno zregeneruje i da dużo energii. Czekolada pasuje do tego idealnie! Tym bardziej, że nie miałam już najmniejszej ochoty na naukę do wtorkowego egzaminu z mowy dziecka, Boski Marian przebywał w odległości 50 km ode mnie- musiałam się jakoś pocieszyć i postawić na nogi :] Oparłam swój przysmak na recepturze Wedla i przyrządziłam sobie oraz rodzicom gorącą czekoladę z adwokatem. Smakuje dokładnie jak w pijalni a w dodatku kontrastujące kolory wyglądają naprawdę smakowicie. Ten przepis na pewno nie raz powtórzę. A mama była absolutnie zachwycona ;)

SKŁADNIKI (na 3 filiżanki) tanie jak barszcz

Tabliczka Wedlowskiej czekolady (ja według przepisu użyłam deserowej i to był bardzo dobry wybór)

Szklanka mleka

100g śmietanki 36%

Adwokat

W rondelku doprowadzamy do wrzenia mleko ze śmietaną. Następnie wrzucam do niego jeszcze poprzełamywaną tabliczkę czekolady i ciągle mieszając doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy mieszając około minuty. Następnie na dno filiżanek wlewamy adwokat (wedle uznania) i zalewamy go czekoladą. I gotowe :) Warto użyć przezroczystych filiżanek/kubeczków, bo ten miks kolorów wygląda spektakularnie.

Smacznego :)

sobota, 1 maja 2010

Posłuszna córeczka


Boski Marian: Co cię tak nagle wzięło na pieczenie dzisiaj ciasta?

Ja: Mama mi kazała.

Poważnie. Dużo jabłek w domu i kazała mi cos z nimi zrobić. Poszłam na łatwiznę i upiekłam szarlotkę według prostego przepisu królującego w kuchni mojej mamy. I nie żałuję, bo jest idealna :) Spód chrupiący, góra delikatna. Poza tym w tym przepisie na kruche ciasto nie trzeba wkładać je do lodówki, wiec szarlotkę robi się naprawdę błyskawicznie.

 

SKŁADNIKI (na jedną spora blachę)

2 i 1/2 szklanki mąki

1 margaryna „Kasia”

4 jajka

1 szklanka cukru

½ szklanki cukru pudru

Cukier waniliowy

1 łyżeczka proszku do pieczenia (z górką)

1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

1 kg jabłek do szarlotki, np. antonówek

 

Najpierw zajmujmy się jabłkami. Obieramy, ścieramy na grubych oczkach na tarce i dusimy w garczku razem z połową szklanką cukru, aż będą mięciutkie. Reszta cukru dodana będzie do ciasta.

 

Na stolnicy siekamy a następnie porządnie zagniatamy: mąkę, pół szklanki cukru, cukier waniliowy, proszek do pieczenia, margarynę i 4 żółtka. Gotowe ciasto rozwałkowujemy i przekładamy do brytfanki wysmarowanej masełkiem i posypanej bułką tartą. Wstawiamy ciasto do nagrzanego piekarnika do 180 stopni na około 30 minut (aż się upiecze i lekko zarumieni).

 

W tym czasie ubijamy 4 białka. Gdy piana będzie sztywna dodajemy cukier puder i łyżeczkę mąki ziemniaczanej (piana będzie sztywniejsza).

 

Na podpieczone ciasto wykładamy ciepłe, uduszone jabłka a na wierch ubitą pianę. Całość pieczemy w tej samej temperaturze przez następne około 20 minut. Ja kładę brytfankę dosyć nisko w piekarniku, aby ciasto mimo wilgotności jabłek nie było gliniaste i na pewno dorsz upieczone.

 

Smacznego :)

środa, 21 kwietnia 2010

Przełamywanie lodów


Najpierw zawarłam rozejm ze szpinakiem. Nasze pierwsze spotkanie zaowocowało wielkim zaufaniem. Kolej na pozbycie się następnej warzywnej fobii, dręczącej mnie od czasów przedszkola. Nadeszła wiekopomna chwila na starcie z papryką. A raczej zmiksowanie jej na jednolita maź. Przyrządziłam paprykową pastę na kanapki, która- muszę nieskromnie przyznać- wymiata. Mimo wszelkich niepowodzeń i ubogich składników, przyznaję, że zawarłam na zawsze rozejm z papryką. Pisząc to jednak, pragnę podziękować Pannie Katarzynie, która szykując pyszne kanapki na nasze towarzyskie spotkania, zawsze pamiętała, że nie lubię papryki a Boski Marian ogórka! :) Pozdrawiam powyżej wymienionych i wszystkich, co „czegoś” nie lubią :)

SKŁADNIKI tanie jak barszcz

2 czerwone papryki

250g serka twarogowego (ja skorzystałam z półtłustego)

1 ząbek czosnku

Pół średniej cebulki

Pieprz, sól, czerwona papryka ostra w proszku (wedle uznania)

Szczypiorek

Do piekarnika, najlepiej na termoobiegu by było szybciej, wkładamy papryki. Ja ustawiłam piekarnik na 200 stopni i piekłam około 15 minut (aż do pojawiania się na warzywach czarnej plamki). Gdy papryki są już gotowe, wkładamy je do foliowego woreczka i odkładamy, żeby chwilkę przestygły. W tym czasie przeciskamy czosnek, kroimy cebulkę w kostkę (nie musi być mała- i tak wszystko potem miksujemy) i razem z przyprawami i serem wrzucamy do miski. Paprykę obieramy ze skórki, kroimy „od oka”, dodajemy do sera z przyprawami i miksujemy blenderem. Pasta powinna mieć jednolita masę, bez dużych kawałków papryki czy cebuli, ale warto miksować za długo, żeby nie była zbyt płynna. Na koniec kroimy drobno szczypiorek (ilość wedle uznania), mieszamy go z pastą widelce. I na chlebek! :)

Smacznego!

niedziela, 18 kwietnia 2010

Wagary

W ramach mnóstwa wolnego czasu w związku z moim zapaleniem krtani postanowiłam zrobić coś dobrego dla odwiedzającego mnie Boskiego Mariana. Jako że miał mnie dowiedzić w godzinach popołudniowych postanowiłam upiec jakieś dobre pieczywko na podwieczorek. Wybór padł na chrupiące bagietki według lekko zmodyfikowanego przepisu Liski. Są one rzeczywiście chrupiące na zewnątrz i mięciutkie w środku, idealne na fikuśne kanapki. A poza tym, naprawdę nie trudne do zrobienia! Jedynym mankamentem jest oczekiwanie na wyrośnięcie ciasta, ale taki już urok drożdży :)

SKŁADNIKI (na dwie średniej wielkości bagietki) tanie jak barszcz

a) Zaczyn

¾ szklanki mąki pszennej

1/3 szklanki wody

0,5 łyżeczki soli

1/3 łyżeczki drożdży instant

(Mieszamy wszystkie składniki w miseczce na noc przed dniem, w którym chcemy upiec bagietki. Przykrywamy miseczkę ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na całą noc, aby zaczyn „ruszył”)

b) Ciasto właściwe

2 i 1/5 szklanki mąki

1 szklanka wody

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka drożdży instant

2 łyżki oleju

Wszystkie składniki wraz z zaczynem zagniatamy porządnie na stolnicy, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Ciasto bardzo się klei i tka ma być ;) przekładamy je do miski, przykrywamy ściereczka i czekamy aż urośnie około dwóch godzin.

Następnie dzielimy ciasto na dwie części i formujemy bagietki. Liska pisze o wykładaniu ich na blaszce na papierze do pieczenia, jednaka ja z obawy, że mogą stracić kształt wyłożyłam je do długich keksuwek wyłożonych papierem do pieczenia. Smarujemy je delikatnie olejem z wierzchu i dajemy czas na wyrośniecie około 30 minut. Po zwiększeniu objętości nacinamy bagietki ostrym nożykiem (mój był tępy, przez co podczas pieczenia jedna z bagietek pękła w poprzek).

Do nagrzanego do 220 stopniu piekarnika wyrzucamy na dno kostki lodu bądź stawiamy żaroodporne naczynie z wodą, co pozwoli zachować bagietką odpowiednią wilgotność. Następnie wstawiamy bułeczki i przemy około 30 minut (aż się zarumienią).

Smacznego! :)

środa, 14 kwietnia 2010

Chwila wytchnienia

 Zastanawiałam się czy powinnam w ogóle cokolwiek pisać o tym, co się wydarzyło. Jak widać, zbierałam się do tego parę dobrych dni. Jest mi trudno komentować tak straszne wydarzenie. Dlatego chce napisać tylko tyle, że wierzę, że to co się stało jakoś uzdrowi nasz kraj, politykę i społeczeństwo. Myślę, że te ostatnie dni naucza nas szacunku do innych ludzi, którego tak często Nam brakuje. Przesyłam wyrazy współczucia rodzinom ofiar.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Banały


Zaniedbałam bloga z powodów świątecznych. Kobiety w mojej rodzinie uwielbiają gotować i piec (zresztą nie tylko kobiety), dlatego do tej pory w lodówce znajduję świąteczne przysmaki. Zaraz po świętach wpadł na obiad Boski Marian. Nie mogłam zaszaleć, bo lodówka pękała w szwach. Do babcinych kotletów miałam za zadanie tylko ugotować ziemniaki. Nie było mi to na rękę, dlatego postanowiłam chociaż przyrządzić chrupiące ziemniaczki na patelni zamiast zwykłego puree. Wrzucam na nie przepis oraz pomysł na kolację, którego te ziemniaczki są podstawą.

 

SKŁADNIKI:

¾ kg ziemniaków

Łyżeczka wegety

Łyżeczka czerwonej papryki w proszku

Ząbek czosnku

¼ szklanki startego, żółtego sera

Olej

 

Obieramy ziemniaki i kroimy je w niewielką kostkę. Następnie wrzucamy je na rozgrzany na patelni tłuszcz i zapiekamy od czasu do czasu mieszając przez około 20 minut (aż będą miękkie w środku i chrupiące z wierzchu). W miseczce mieszamy widelcem wgetę i paprykę z ząbkiem czosnku. Dodajemy, gdy ziemniaczki zaczynają mieć już odpowiednią konsystencje i zapiekamy w przyprawach przez kilka minut. Na sam koniec posypujemy je startym serem i gdy się rozpuści ziemniaczki są gotowe. 

 

Na takie chrupiące ziemniaczki możemy wylać rozbite i rozbełtane widelcem jajka (ile jajek, taka grubość omletu). Chwilę smażymy jedną stronę, następnie przekładamy za pomocą talerza na patelnię druga stronę powstałego placuszka. Wychodzi z tego rodzaj jajecznej tortilli. Kiedyś przyrządziłam to rodzicom na kolację polane sosem pomidorowym z kawałkami piersi z kurczaka. Jest to bardzo proste danie, w sam raz na leniwą, niedzielną kolację.

 

Smacznego! :)