sobota, 31 grudnia 2011

Pierniczki Doroty


Już jakiś czas po Świętach, ale pierniczki według przepisu Doroty są z dnia na dzień coraz bardziej zniewalające! Spróbowałam jej pierniczków na uniwersyteckiej wigilii i cudem wybłagałam ją o przepis. Teraz, w zupełnej tajemnicy, dzielę się nim z Wami. Te pierniczki są tak dobre, że nie będę ograniczać się z pieczeniem ich tylko w Święta. Boski Marian potwierdza, że zasługują na powtórkę w ciągu roku.
Jednym z moich postanowień noworocznych jest zrzucić 5 kilo. Zaczynam od 2.01 (jak pewnie co druga kobieta;)). Jednak nie zaniedbam bloga, bez obaw. Poza tym… chyba jeszcze nigdy nie wytrwałam w postanowieniach noworocznych… ;)
Z okazji nadchodzącego Nowego Roku życzę
Wam mnóstwa doskonałych przepisów
i inspirujących przygód kulinarnych.

SKŁADNIKI (na 2 blachy pierniczków)
3 szklanki maki
1 szklanka cukru pudru
250g miodu
100g masła
1 jajko
3 łyżeczki proszku do pieczenia (Dorota dodaje 2 łyżeczki sody oczyszczonej, jednak mój tata bardzo jej nie lubi- proszek do pieczenia też się sprawdził)
2-4 łyżki przyprawy do piernika
W rondelku rozpuszczamy masło i mód z przyprawa do piernika. Mieszamy do rozpuszczenia składników, nie zagotowując. Zostawiamy do wystudzenia. Kolejno wysypujemy na stolnice mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia i jajko. Następnie dodajemy ostudzony płyn z przyprawa do piernika- siekamy wszystko wyrabiamy. Rozwałkowujemy ciasto i wykrawamy w nim dowolne wzory. Pierniczki układamy na blasze wyłożonej papierem i pieczemy około 7-10 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.
(Moje pierniczki potrzebowały 2 dni do zmięknięcia. Doroty potrzebowały jednej nocy- być może sprawiła to sód)
Smacznego! :)

sobota, 24 grudnia 2011

Magia Świąt

Co to w ogóle jest Magia Świąt? Ten utarty frazes ma jednak w sobie sporo prawdy. Coś takiego jest w Bożym Narodzeniu, że jest dla mnie najpiękniejszym Świętem w roku. Na pewno sprzyja temu pora roku. Nie mam na myśli śniegu, na który już chyba nikt nie liczy. Szybko robi się ciemno. Płomyk świecy i migocząca choinka wprowadza we mnie zawsze nastrój nostalgii. Wszystko jest podniosłe i uroczyste. Przy stole spotyka się cała rodzina. I wszystko toczy się wokół stołu! Każde święto religijne czy rodzinne toczy się wokół stołu. Zakochany mężczyzna lubi zabierać wybrankę serca do restauracji- często zaręczyny mają miejsce przy wystawnej kolacji. Najlepszej przyjaciółce najlepiej żali się przy lampce dobrego wina i kremowym ciastku. Wspólny posiłek to idealna okazja do rozmowy z bliskimi i umacniania więzi.
Dlatego, z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzę Wam wszystkim mnóstwa rodzinnych i ciepłych posiłków- nie tylko od święta.
Poniżej przepis na przepyszną piankę serową. (Boski Marian oszaleje z zachwytu :))
SKŁADNIKI (na średnia tortownice lub blachę)
1kg twarogu serowego, zmielonego
1 ½ margaryny „Kasi”
6 jajek
2 szklanki cukru pudru
Cukier wanilinowy
1 opakowanie budyniu śmietankowego
2 szklanki mleka
1 opakowanie herbatników
Szczypta proszku do pieczenia
Szczypta soli
Masło i bułka tarta do wysmarowania blachy
Opcjonalnie: rodzynki i skórka pomarańczowa
W rondelku rozpuszczamy „Kasię” i odstawiamy do wystygnięcia. Brytfankę smarujemy masłem, obsypujemy bułką tartą i wrzucamy do niej pokruszone herbatniki (mogą być większe kawałki- ładnie to potem wygląda), opcjonalnie rodzynki i skórkę pomarańczową. Dwa całe jajka i cztery żółtka ucieramy z 1 ½ szklanki cukru pudru. Dodajemy utarte jajka do białego sera (polecam umieścić go w dużym rondlu) i dalej miksujemy. Ciągle miksując, dodajemu cukier wanilinowy, budyń śmietankowy, proszek do pieczenia i dwie szklanki mleka. Na koniec, dodajemy rozpuszczoną margarynę i miksujemy aż do całkowitego połączenia składników. Wylewamy wszystko do przygotowanej brytfanki (jest to bardzo płynna masa, więc nie przejmujcie się jak zaczną w niej pływać herbatniki). Wstawiamy ciasto do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 50 minut. W tym czasie miksujemy pozostałe 4 białka. Gdy już przejdą test ubicia, dodajemy miksując pół szklanki cukru pudru i szczyptę soli. Po 50 minutach pieczenia ciasta, wykładamy ubite białka na wierzchu i pieczemy je dalej około 15- 25 minut (aż białka delikatnie zbrązowieją). Po upieczeniu, zostawiamy ciasto w piekarniku do ostygnięcia. Lekko opadnie i będzie idealnym, lekkim wypiekiem na świątecznie i nie tylko stoły.
Smacznego :)



sobota, 17 grudnia 2011

Pietruszki są w porządku

- Pięknie. A Ty wiesz, że jak w przedszkolu robiliśmy inscenizację tego wiersza, to byłam właśnie pietruszką?!
- Naprawdę? Nigdy mi o tym nie mówiłaś!
Ehm :) Boski Marian ruszył i poruszył me serce nowym projektem muzycznym. Powyżej link do jego strony na myspace, gdzie znajdziecie świetną piosenkę w po części w kulinarnym klimacie, pt. „Lodówka” ;) Polecam i smacznego :)

piątek, 16 grudnia 2011

Jest jedna rzecz dla której warto żyć…



…czyli rodzina i przyjaciele. Nie ma większej przyjemności od sprawiania bliskim radości! W zeszłą niedzielę sprawiliśmy radość z Boskim Marianem naszemu Drogiemu Przyjacielowi Kubie z okazji jego urodzinek. Poniżej przepis na jeszcze lepszy niż ostatni biszkopt. Zaczerpnięty w dużej mierze z… opakowania orzechowego cappuciono :) Wyszedł naprawdę świetne. Tort z entuzjazmem ozdabialiśmy razem, z Boskim Marianem.
Sto lat dla Drogiego Kuby, świetnego gościa, pomocnego i szarmanckiego człowieka z poczuciem humoru :)
Sto lat również dla mojej Kochanej, przyszywanej, Młodszej Siostry Eweliny, która już jutro ma urodzinki- nie przejmuj się tak studiami i niech Ci się wiedzie jak najlepiej!

SKŁADNIKI (wysoki biszkopt na średnią blachę)
5 jajek
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki
Cukier wanilinowy
Szczypta soli
Łyżeczka z górką proszku do pieczenia
Białka ubijamy ze szczypta soli aż przejdą „test ubicia” (nie wypadną, gdy odwrócimy naczynie do góry dnem). Kolejno dodajemy stopniowo cukier, cukier wanilinowy i żółtka. Miksujemy Az do uzyskania puszystej masy (około 10 minut). Na koniec wysypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia i mieszamy wszystko delikatnie. Wlewamy do oprószonej bułką tartą torownicy i pieczemy około 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (aż ciasto lekko odejdzie od blachy i nabierze złotego koloru).
Gdy ciasto się upiecze nie otwierajcie od razu piekarnika bo opadnie! Najlepiej odczekać, aż do całkowitego ostygnięcia- około 2 godzin. Gdy mam za zadanie upiec tort, zazwyczaj piekę biszkopt dzień wcześniej, żeby móc sobie pozwolić na powolne stygnięcie w piekarniku.
Smacznego :)

sobota, 10 grudnia 2011

Komplementy


W zeszłym tygodniu tata miał sporo pracy i zadeklarował, że zje na mieście. Postanowiłyśmy to wykorzystać z mamą i przyrządzić coś ze znienawidzonymi przez tatę brokułami. Upichciłam z tej okazji

zapiekankę brokułowo- pieczarkową z kurczakiem. Na ten zdrowy i lekki obiad zaprosiłam Boskiego Marianna. Okazując lekki brak zaufania do brokułów (dlaczego mężczyźni boją się tego pysznego warzywa?;)) przystąpił do konsumpcji. I był szczerze zachwycony.

Przyznaje, że nie potrafię przyjmować komplementów na swój temat. Zawstydzają mnie, krępują. Jednak komplementy na temat mojej kuchni- mogę słuchać bez końca :) I właśnie za sprawą tej zdrowej zapiekanki otrzymałam masę pochwał z ust Boskiego Mariana i mamy. Boski Marian powiedział nawet, że to danie jest i d e a l n e. :) Smak jest rzeczywiście nieziemski. Gorąco polecam! Poza tym jest dosyć lekkie i całkiem proste do przyrządzenia.

SKŁADNIKI (na zapiekankę dla 4- 5 osób)

3 piersi z kurczaka

3 cebule

Brokuły (ja wykorzystałam świeże dwie sztuki, ale myślę, że z mrożonki też wyjdzie dobra zapiekanka)

350 g pieczarek

3 ząbki czosnku

1 papryka

4 łyżki śmietany 18%

5 łyżek startego żółtego sera

¼ szklanki mleka

2 jajka

Sól, pieprz, pieprz Cayenne

oliwa

Brokuły dzielimy na małe różyczki i gotujemy we wrzącej, osolonej wodzie do miękkości (5-10 minut). Odcedzamy, zalewamy ziemną wodą i zostawiamy na sitku do obeschnięcia.

Cebulę kroimy piórka i szklimy ją na głębokiej patelni (musi się zmieścić jeszcze od groma pieczarek i kurczaka). Dodajemy pokrojoną w kostkę pierś z kurczaka. Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki. Dorzucamy je do patelni i mieszamy od czasu do czasu. Dodajemy wyciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. Gdy pieczarki będą już odpowiedni miękkie, przelewamy wszystko do żaroodpornego naczynia. Układamy na wierzchu brokuły i pokrojoną w paseczki paprykę. W miseczce rozbijamy jajka i mieszamy ze śmietaną, mlekiem i startym serem. Zalewamy tym naszą zapiekankę i pieczemy około 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni.

Smacznego! :)

sobota, 19 listopada 2011

Torcik kawowy dla Mamy



Dawno mnie tu nie było, ale postanowiłam zgubić parę kilogramów i staram się nie pichcić. Jest ciężko bo uwielbiam zarówno gotować jak i jeść :) Jednak specjalnie dla mojej Mamy, z okazji jej urodzin, upiekłam pyszny torcik. Moja mama jest absolutną kawoszką, dlatego postanowiłam, że krem będzie kawowy. Poniżej podaje na niego przepis. Wyszedł naprawdę smaczny- nie za słodki i nie za gorzki.
SKŁADNIKI (na krem do przełożenia 3 warstw niedużego biszkoptu i wierzchu)
1 ¾ kostki masła
2 szklanki cukru pudru
5 łyżek kawy rozpuszczalnej
3 łyżki spirytusu
Kawę zalewamy przegotowaną wodą, tak aby zakryła ziarenka i mieszamy. Gdy ostygnie, dolewamy do niej spirytus. Miękkie masło miksujemy na wysokich obrotach z cukrem pudrem. Gdy krem będzie już puszysty stopniowo dolewamy przygotowaną esencję kawowo-alkoholową. Ciągle miksujemy (jeszcze około 5 minut). Gotowy krem wykładamy na dobrze nasączonych warstwach biszkoptu (ja zrobiłam kakaowy- do zwykłego przepisu na biszkopt, dodałam 3 łyżki kakao). Całe ciasto również smarujemy cieniutką warstwą kremu. Ja ozdobiłam nim również brzegi ciasta. Na jednej z warstw oprócz kremu wyłożyłam tez dżem wiśniowy.
Smacznego! :)
PS. Mama powiedziała, że równie piękny tort miała ostatnio… na swoim weselu :) Moja niespodzianka zrobiła wrażenie wizualne i smakowe na wszystkich, ku mojej radości także na Boskim Marianie :)

niedziela, 30 października 2011

Postaw na makaron


Wieczory coraz dłuższe, coraz zimniejsze i bardziej romantyczne :) Mnożą się okazje i preteksty do przytulania więc i do gotowania pyszności. Idealne na romantyczną kolację jest włoska kuchnia. Wczoraj z okazji sukcesów moich i Boskiego Mariana przyrządziłam spaghetti a la carbonara według przepisu mamy. Jest przepyszna! Warto jednak pamiętać, aby otwarte do gotowania tej potrawy wino spożyć przy jej konsumpcji :) Polecam!

SKŁADNIKI

8 plasterków boczku

2 cebule

3 ząbki czosnku

½ szklanka wina czerwonego wytrawnego

½ szklanki śmietany 18%

Szczypiorek

Sól, pieprz

Około 200g makaronu „kokardki” (Jak anonimowy "Mistrz Kuchni" w komentarzach słusznie zauważył, użyłam makaronu typu "kokardki", ale z powodzeniem można wykorzystać spagetti- ja akurat taki makaron miałam pod ręką:))

Gotujemy makaron al dente i odcedzamy. Kroimy boczek w sporą kostkę i smażymy go na głębokiej patelni. Następnie kroimy w kosteczkę cebulę oraz czosnek i szklimy razem z boczkiem z odrobiną oleju. Kolejno dolewamy wino i czekamy aż wyparuje. Składniki nabiorą pięknego, różowego koloru. Potem dolewamy śmietanę, dosypujemy pokrojony drobno szczypiorek i doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy na małym ogniu jeszcze około 5 minut. Na koniec dodajemy ugotowany makaron i porządnie mieszamy. Podgrzewamy go w tym sosie około 5- 10 minut i podajemy z czerwonym, wytrawnym winem.

Smacznego! :)

piątek, 14 października 2011

Smakowita niedziela

W roku akademickim w weekendy zawsze mam trochę więcej czasu na pichcenie. Stąd też, dosyć często gotuję niedzielne obiady. Mama odpoczywa od gotowania, a Boski Marian ma okazję do upewniania się, że ma wielkie szczęście będąc moim chłopakiem ;) zeszłej niedzieli przygotowałam coś specjalnego:

piersi kurczaka zapiekane w miodowym sosie. Swoją potrawę w dużej mierze wzorowałam na przepisie z książki Avner Laskin Miód. Ponad 75 smakowitych i zdrowych przepisów. Ten przepis jest absolutnie smakowity! To zupełnie nowy smak, który naprawdę warto poznać. Poza tym, mięso przygotowane zgodnie z tym przepisem ma przepiękny kolor. Polecam.

SKŁANIKI (na 6 duuużych porcji)

3 podwójne piersi z kurczaka

3 łyżki dobrej, gładkiej musztardy

8 łyżek miodu

3 łyżeczki sosu sojowego

6 łyżek oleju

1 zielona papryka

Przyprawy: (2 łyżeczki soli, 3 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu)

Olej do posmarowania naczynia żaroodpornego (ok. 2 łyżek)

Dzień wcześniej porcjujemy piersi z kurczaka na paseczki. W miseczce mieszamy musztardę, miód, sos sojowy, olej i przyprawy aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Mieszamy sos z mięsem i odkładamy go na noc do lodówki.

Następnego dnia wykładamy mięso do wysmarowanego olejem naczynia żaroodpornego. Kroimy paprykę w paseczki i rozrzucamy na przygotowanej piersi kurczaka. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni i pieczemy około 50 minut, aż mięso nabierze złotego koloru.

Miodowe piersi kurczaka podałam z ryżem i sałatą w sosie śmietanowym, co okazało się bardzo trafnym połączeniem.

Smacznego! :)

sobota, 8 października 2011

Ciacho- ciacho :)

Jakiś czas temu był Dzień Chłopaka. Tego dnia, dowiedziałam się od jednej z moich koleżanek, że jej facet „nie uznaje tego głupiego święta”. Skoro jednak, my uwielbiamy dostawać kwiaty z okazji Dnia Kobiet, dlaczego byśmy miały nie przygotować coś specjalnego dla naszych mężczyzn? Uwielbiam dawać Boskiemu Marianowi małe upominki nawet bez okazji, więc Dzień Chłopaka tym bardziej musiałam dla niego uświęcić. Oprócz prezentów trwałych upiekłam dla niego pyszne, czekoladowe, kruche ciasteczka! Przepis znalazłam w mojej kulinarnej biblii- „Książka Kucharska” wydawnictwa Warta, wydanie z 1990 roku- i odrobinę zmodyfikowałam. Ciasteczka są łatwe w przygotowaniu i zasmakują każdemu, gwarantuję!

SKŁADNIKI (na dwie blachy ciasteczek)

2 szklanki mąki

15 dag masła

3 żółtka

2/3 szklanki cukru pudru

Łyżeczka ekstraktu waniliowego

4 łyżki kakao

3 łyżki ciepłej wody

Mąkę, kakao i masło siekamy na stolnicy. Dodajemy żółtka, cukier puder, ekstrakt z wanilii i wodę. Wyrabiamy ciasto i odkładamy w folii aluminiowej do lodówki na 40 minut. Nastepnei rozwałkowujemy je i wykyrwaczką bądź kieliszkiem wycinamy ciasteczka (moje mają kształt serduszek). Wykładamy ciasteczka na blachę wyłożoną papierem i pieczemy około 30- 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (aż będą kruche).

Smacznego!



czwartek, 15 września 2011

Odświętny obiad w środku tygodnia

Lubię gotować gdy jestem sama w domu. Włączam głośno ulubiona muzykę, robię przeciąg- bo w kuchni zawsze gorąco i do dzieła! Tydzień temu zrobiłam coś, co Boski Marian uznał za pyszne i odświętne- pieczeń rzymską. Jest to wbrew pozorom dosyć proste danie wymaga jednak długiego pieczenia. Mimo to, dla walorów smakowych i wydajności tego dania, gorąco polecam. Przepis podpowiedziała mi mama.

SKŁADNIKI (na jedną, wąską brytfankę- czyli obiad dla co najmniej 6 osób!)

1 kg mięsa mielonego (wołowo- wieprzowe)

2 cebule

2 ząbki czosnku

5 jajek ugotowanych na twardo i obranych ze skórki

2 bułki kajzerki

Mleko do namoczenia

2 jajka

Sól, pieprz, czerwona papryka, pieprz Cayenne

Olej do smażenia

Masło i bułka tarta

(opcjonalnie- świeży tymianek do ozdoby)

Bułki moczymy w mleku. Kroimy cebule w drobną kostkę i wyciskamy ząbki czosnku. Szklimy wszystko na rozgrzanym oleju, a następnie dodajemy do mięsa. Wbijamy dwa jajka i mieszamy wszystko z namiękniętymi bułeczkami. Porządnie przyprawiamy i wyrabiamy. Mięso powinno się kleić i z łatwością przybierać kształt wałka. Jeśli tak się nie dzieje, możemy dodać troszkę bułki tartej. Wykładamy połowę mięsa do keksówki uprzednio posmarowanej masłem i obsypanej bułka tartą. Układamy na wierzchu ugotowane jajka i pokrywamy je resztą mięsa. Na grzbiecie pieczeni wyłożyłam świeże gałązki tymianku, co oprócz zapachu dało piękny efekt wizualny. Mięso pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez około 1,5 godziny (aż brzegi znacząco odejdą od brytfanki). Ja podałam swoje danie z ziemniakami i sałatą w śmietanie. Pieczeń świetnie smakuje także polana pieczarkowym sosem.

Smacznego! :)

środa, 7 września 2011

Mamy już dwa latka!

Już dwa lata gotuję i umieszczam swoje wypociny w Internecie. Szmat czasu, bez kitu! Z tej okazji upiekłam bezową rozpustę z owocami, której mój improwizowany przepis podaję poniżej. Ciasto ma słodki, bezowy spód, jest pokryte kwaskowatym kremem cytrynowym i posypane owocami. Całość- smak niebiański, idealny na ten specjalny dzień :)

W ciągu tego roku udoskonaliłam swój talent improwizacyjny. Zaglądam do lodówki i robię tak zwane coś z niczego. Jest to bardzo przydatna umiejętność i dosyć oszczędna. Starałam się gotować rzeczy proste i czerpać inspirację z kuchni mojej mamy. Boski Marian często chwali moje zdolności i wyraża chęć bycia przy mojej patelni na zawsze. Ugruntowała się także moja pozycja wielbionego kuchcika w relacjach towarzyskich ;)

W mojej kuchni stanowczo brakuje zróżnicowania jeśli chodzi o mięsa. Mam postanowienie „noworoczne”, aby nauczyć się przyrządzać pysznie kaczkę, upiec jakaś pieczeń, podawać znakomicie cielęcinę. Zamierzam więc wzbogacić swoją kuchnię o nowe, bardziej wyszukane mięsa, nie zapominając o błyskawicznych zapiekankach warzywnych czy ciastach i ciasteczkach.

Gdyby nie Boski Marian i statystyki, w których widzę, że tu zaglądacie, na pewno już dawno bym się poddała. Dlatego wszystkiego smacznego z okazji Naszego święta!

SKŁADNIKI

3 białka

3 jajka

1 szklanka cukru

Szczypta soli

Sok z jednej cytryny

100 g masła

1 łyżka mąki ziemniaczanej

15dag malin

20dag brzoskwini pokrojonej w kostkę

Białka miksujemy aż będą sztywne. Dodajemy szczyptę soli a następnie nadal miksując wsypujemy porcjując łyżką pół szklanki cukru. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i rysujemy na niej okrąg, najlepiej cyrklem. Wypełniamy go gotowymi białkami, najlepiej tak, by były wyższe przy brzegu (wtedy masa cytrynowa i owoce nie będą spadać z ciasta). Można zrobić spód z większej ilości białek, jeśli chcemy, żeby był wyższy. Pieczemy około godziny w temperaturze 140 stopni. Przed wyciągnięciem z piekarnika, dajemy bezie ostygnąć w środku, wtedy tak nie opadnie.

Przygotowujemy masę cytrynową. Miksujemy 3 jajka z pół szklanką cukru. Ciągle miksując dodajemy sok z cytryny, masło i mąkę ziemniaczaną. Nie wygląda to z początku zachwycająco, ale już za chwilę przeobrazi się w pyszną, kremową masę. Podgrzewamy na małym ogniu w garnuszku zmiksowane produkty ciągle mieszając drewnianą łyżką. W pewnym momencie, składniki nabiorą jednolitej masy- będą przypominać budyń. Krem gotowy. Użyłam go również w mojej tarcie cytrynowej.

Gdy beza i krem wystygną, wykładami masę na przygotowany przez nas spód. Posypujemy wszystko owocami i gotowe. Należy uważać, bo ciasto uzależnia.

Smacznego! :)

wtorek, 30 sierpnia 2011

Eksportowe kotleciki

W mojej nowej pracy mam możliwość spotykania ludzi różnych narodowości, a co za tym idzie poznawania kultur całego świata. Ostatnio paru obcokrajowców potwierdziło stereotyp żony- Polki. Smażąc te kotleciki zdałam sobie sprawę, że jednak nic w tym dziwnego, iż jesteśmy takim świetnym towarem eksportowym ;) W końcu regularnie rozpieszczam Boskiemu Marianowi jego boskie podniebienie, a to warte każdą cenę! Przynajmniej on zdaje się tak uważać.

Poniżej przepis na rewelacyjne

kotleciki z papryką i szczypiorkiem,

według receptury mojej mamy. Są bardzo łatwe w przygotowaniu a ich rewelacyjność potwierdzona przez kubki smakowe Boskiego Mariana.

SKŁADNIKI (na 10 kotlecików)

1 podwójna pierś z kurczaka

¼ czerwonej papryki

½ pęczka szczypiorku

2 jajka

3 łyżki mąki pszennej

3 łyżki mąki kukurydzianej

2 łyżki majonezu

1 łyżeczka soli

Przyprawy (majeranek, pieprz, przyprawa do kurczaka)

Olej do smażenia

Kroimy pierś z kurczaka na bardzo, bardzo drobną kosteczkę. Jeszcze drobniej paprykę i szczypiorek. Wszystko mieszamy i przyprawiamy. Odstawiamy żeby przeszło przyprawami na półgodziny- godzinę do lodówki.

W misce rozbijamy jajka, bełtamy je z obiema mąkami, majonezem i solą. Dolewamy do miski z mięsem i mieszamy wszystkie składniki. Następnie wykładamy łyżką przygotowane tak mięso na patelnie z dużą ilością rozgrzanego oleju. Przekładamy je co jakiś, aż kotleciki zarumienią się z obu stron.

Ja podałam z ziemniaczanym puree i surówką. Są bardzo mięciutkie, stąd uwielbiają je dzieci.

Smacznego :)

PS Poniżej jedna z moich usilnych prób stworzenia arcyserduszka dla Boskiego Mariana na porannej kawie.




poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Początek sezonu na gruszki



Najbardziej lubię nasze polskie owoce. Nie jestem w stanie zjeść pomarańczy czy mandarynki, a banany są dla mnie mdłe. Wiem, nietypowa postawa :) Choć Boski Marian uwielbiam sok pomarańczowy, niejednokrotnie po jego wypiciu kicha na potęgę. Nic takiego nie zaobserwowałam po gruszkach. Jednym słowem- dobre bo polskie ;) Przyrządziłam więc dziś na deser gruszki zapiekane

w miodzie. Przepis, lekko zmodyfikowany, zaczerpnęłam z książki- którą zamówił dla mnie Boski Marian- „Miód. Ponad 75 smakowitych i zdrowych przepisów” Avenera Laskina. Książka ma pełno smakowitych receptur, niejednokrotnie do niej wrócę.


Ja osobiście bez miodu nie mogłabym żyć. Moje śniadania do zazwyczaj biały ser z odrobiną miodu i ciemne pieczywo. Miód składa się jedynie z cukrów prostych, nie zawiera ani tłuszczu, ani cholesterolu ani sodu! Ma za to witaminy, minerały i przeciwutleniacze. Jest więc dla mnie zbawiennym elementem słodkości w życiu, gdy postanawiam przejść na dietę. Moim zdaniem, jest dużo smaczniejszy niż czekoladowe wyroby, a przy tym nie odkłada się tak w bioderkach :) Ja używam go także gdy czuję się przeziębiona, zazwyczaj w formie płynnej z kakao, bo posiada składniki o działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwzapalnym.[1]

Wniosek jest jeden. Moi drodzy, jedzmy miód! :)

SKŁADNIKI (na 6 porcji dla ludzi, lub 3 porcje dla łakomczuchów)

3 gruszki

½ szklanki miodu

¼ szklanki wody

1 łyżeczka goździków

Pół kieliszki likieru krupnik, lub jeśli nie macie whisky lub wódki

Starta skórka z pół cytryny

Szczypta cynamonu

Gruszki obieramy, przekrajamy na pół i drylujemy. W garnuszku gotujemy na małym ogniu miód, wodę, cynamon, goździki, alkohol i skórkę z cytryny. Gdy składniki się połączą i zaczną gotować, zalewamy gotowym sosem gruszki wyłożone w żaroodpornym naczyniu. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pierwsze 30 minut pieczemy przykryte folią aluminiową. Na kolejne 30 minut zdejmujemy folię i jeśli macie taką opcję pieczemy w termoobiegu przez kolejne pół godziny. W przypadku braku termoobiegu pieczenie będzie dłuższe- około 50 minut.

Wykładamy gruszki na talerze i polewamy odrobioną miodowego sosu. Ponieważ jest dziś dosyć parno, gruszki podałam z odrobiną lodów. Były absolutnie niezwykłe!

Smacznego :)


[1] Informacje o miodzie zaczerpnięte z „Miód. Ponad 75 smakowitych i zdrowych przepisów” Avenera Laskina

czwartek, 11 sierpnia 2011

Tarta runo leśne



Próbujemy z mamą zacisnąć pasa. Odpuściłyśmy wszelkie ciasta na jakieś 2 tygodnie, ale kilka dni temu mama nie wytrzymała i kazała mi zrobić coś na deser. Nie sprzeczałam się długo szczerze mówiąc i zrobiłam autorską tartę, którą nazwałam runo leśne- moje pierwsze skojarzenie gdy ją ujrzałam :) Tarta jest z budyniem, borówkami, bezą i galaretką. Jest lekka i idealna na letnie popołudnie. Polecam! Muszę ją w najbliższym czasie powtórzyć dla Boskiego Mariana.


SKŁADNIKI (na dużą blachę)

2,5 szklanki mąki

1 kostka margaryny lub masła roślinnego

1 łyżka śmietany

1 łyżka cukru waniliowego

3 jajka

½ szklanki cukru pudru

1 ½ opakowania budyniu waniliowego

½ szklanki cukru

1 galaretka agrestowa

1 opakowanie borówki amerykańskiej (lub jagód)


Dzień wcześniej przygotowujemy galaretkę do stężenia.

Na stolnicy zagniatamy ciasto na tartę: mąka, margaryna, jedno całe jajko i dwa żółtka, cukier puder, cukier waniliowy i śmietana. Po wyrobieniu wkładamy ciasto na pół godziny do lodówki. Następnie rozwałkowujemy na stolnicy i pieczemy około 40 minut w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku.

W tym czasie robimy budyń waniliowy z półtorej torebki używając nieco mniej wody niż jest podane w opakowaniu- krem na cieście nie będzie wtedy wodnisty, ale gęsty. Można oczywiście zrobić zamiast budyniu krem karpatkowy, ale ja miałam mało czasu :)

Białka ubijamy i gdy będą już sztywne powoli dodajemy po łyżce cukru ciągle miksując. Gdy już cały cukier wsypiemy a piana będzie sztywna, wykładamy ją małą łyżeczką na blaszkę pokrytą papierem do pieczenia robiąc okrągłe bezy. Pieczemy około 45 minut w temperaturze 140 stopni. Gdy bezy będą gotowe należy dać im ostygnąć samodzielnie, w wyłączonym piekarniku.

Kiedy wszystko już wystygnie, nakładamy na ciasto budyń, układamy na nim bezy, wysypujemy borówki oraz rozmieszaną galaretkę. Trzymamy tartę w lodówce. Najlepsza jest po 3, 4 godzinach chłodzenia oraz następnego dnia.

Smacznego! :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Wymarzone leczo


Jednym z ulubionych dań Boskiego Mariana jest leczo z cukinii mojej mamy. Korzystając z jego nieobecności postanowiłam nauczyć się je przyrządzać. Leczo jest delikatne, mocno warzywne i smakuje idealnie z ryżem czy puree ziemniaczanym. Polecam! Tata nie mógł wyjść z wrażenia, więc Boskiemu Marianowi też powinno smakować :)

SKŁADNIKI (na 5 porcji)

2 cebule

8 parówek

1 szklanka rosołu

3 cukinie

1 czerwona papryka

2 łyżki koncentratu pomidorowego

1 łyżka mąki

Przyprawy: majeranek, pieprz, sól, pieprz Cayenne, papryka chili

Do gotującego się rosołku (może być z kostki) wrzucamy pokrojoną w drobną kostkę paprykę. Następnie dorzucamy do niej pokrojoną w około 1,5cm x1,5 cm kostkę cukinię i gotujemy przez pół godziny- do miękkości. W tym czasie szklimy cebule na masełku i podsmażamy pokrojone w talarki parówki. Dodajemy na patelnię koncentrat pomidorowy wymieszany z mąką. Gdy cukinia jest już miękka dodajemy do niej składniki z patelni oraz przyprawy. Ta potrawa mus być ostrawa :) Można również dodać pokrojona drobno fasolkę szparagową w czasie gotowania cukinii. Leczo jest wtedy jeszcze lepsze! Podajemyz ryżem bądź puree ziemniaczanym.

Smacznego! :)

piątek, 29 lipca 2011

Urodzinowy tort


Zobaczyłam kiedyś motyw świnki w błocie na torcie na kotlet.tv i zapragnęłam zrobić go z okazji moich urodzin. Wszyscy byli nim zachwyceni, zarówno moimi autorskimi świnkami jak i smakiem. Boski Marian nie mógł wyjść z podziwu :) To były cudowne urodzinki w gronie najważniejszych!
Poniżej podaję przepis na prosty biszkopt. Następnego dnia przecięłam go na pół, nasączyłam go espresso z wódką i wyłożyłam w środku nutellą i malinami. Błotko zrobiłam z kremowej masy, którą używałam do muffinek (przepis) z dodatkiem 5 łyżek kakao.
SKLŁADNIKI (na średniej wielkości tort z jednym nadzieniem w środku)
4 jajka
Pół szklanki mąki
4 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół opakowania cukru wanilinowego
Białka ubijamy na sztywną pianę. Kontynuujemy dodając cukier, cukier puder, a potem żółtka. Następnie za pomocą łyżki delikatnie dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia. Pieczemy zaraz po przelaniu do formy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni około 35 minut.
Smacznego! :)
ps. sama sobie zazdroszczę Boskiego Mariana :)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Bez owijania w… kapuchę


Po powrocie z wakacji zatęskniłam za kuchnią dlatego też postanowiłam posiedzieć w niej trochę dłużej i zrobić na obiad gołąbki po cygańsku, znane też pod nazwą „bez zawijana”. Nie korzystałam z żadnych „pomysłów na...” tylko z opatrzenia jak robi się je w moim domu, a sos pomidorowy zaimprowizowałam. Polecam, bo jest to bardzo sycący i wydajny obiad. Poza tym jego przygotowanie jest dużo mniej pracochłonne niż klasycznych gołąbków. Niewątpliwym atutem jest fakt, że smakują wszystkim :) W przyszłym tygodniu przetestuje je na Boskim Marianie, ale już teraz wiem, że będzie zachwalał te gołąbki pod niebiosa :)

SKŁADNIKI (na około 8 porcji)

1 kg mięsa mielonego

1 opakowanie ekspresowe ryżu białego

1/3 główki kapusty

Pół szklanki mąki

Pół szklanki mąki ziemniaczanej

2 jajka

4 łyżki bułki tartej

4 cebule

Mały słoiczek koncentratu pomidorowego

Kostka rosołowa

2 pomidory

Sól, pieprz, pieprz Cayenne

olej

Sparzoną kapustę szatkujemy bardzo drobno- ja wyręczyłam się blenderem. Ryż gotujemy tak aby był sypki. Na patelni szklimy drobno pokrojone dwie cebule.

Gdy ryż i cebula wystygną, dodajemy je do mięsa. Wbijamy dwa jajka, dodajemy poszatkowaną kapustę, bułkę tartą, odrobinę soli i pieprz. Wszystko razem dokładnie mieszamy. Mięso powinno być klejące i z łatwością formujemy z niego spłaszczone kule. Obtaczamy je w misce z mąką i mąką ziemniaczaną. Następnie smażymy je na małym ogniu w dobrze rozgrzanym oleju. Smażymy aż z obu stron nabiorą koloru. Gotowe mięso przekładamy do sporego garnka.

W innym garnuszku gotujemy kostkę rosołową (około 3-5 szklanek). Gdy będzie już wrzała przelewamy rosół do garnka z mięsem. Na patelni szklimy cebulę. Dodajemy do niej pokrojone w kostkę pomidory i podsmażamy. Wrzucamy wszystko do garnka i doprawiamy przyprawami. Aby sos był gęstszy, dodajemy łyżkę mąki. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem około 15- 25 minut.

Smacznego! :)

piątek, 8 lipca 2011

Pan Magister


Około dwóch tygodni temu Boski Marian obronił tytuł magistra! :) Z tej okazji postanowiłam mu upiec tort, jednak był to przeddzień naszego wakacyjnego wyjazdu i mieliśmy mnóstwo spraw na mieście. Zamiast tortu stworzyłam więc te małe cudeńka. Skorzystałam ze swojego przepisu, jednak zamiast jabłek użyłam 30 g truskawek. Ponadto, zamiast rozbijania ręcznego kawałków czekolady zakupiłam draże czekoladowe do robienia polewy. Są one miękkie i nawet po ostygnięciu muffinek świetnie smakują! Do ozdobienia moich wypieków użyłam zielonej masy cukierniczej. Wystarczy ją lekko ocieplić w garnuszku, rozwałkować na blacie i można tworzyć. Wedle pomocnej książki kucharskiej „Cupcakes” wydanej przez Hamlyn’a, przed pokryciem muffinek masą cukrową wysmarowałam ich górę truskawkowym dżemem.

Poniżej podaję przepis na bardzo smaczny krem waniliowy, którym z łatwością można ozdobić i przyprawić do smaku muffinki. Ja dodatkowo wyłożyłam na nim moje mini indeksy (masa cukiernicza + pisak czekoladowy) oraz kuleczki (masa cukiernicza). Przepis na krem zaczerpnęłam z wyżej wymienionej książki.

Składniki:

150g masła

250g cukru pudru

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2 łyżeczki ciepłej wody

Masło i cukier puder miksujemy aż do uzyskania jednolitej masy. Dodajemy ekstrakt waniliowy i wodę, dalej miksując. Krem gotowy! Można dodać do niego 2 łyżeczki kakao jeśli chcemy, by był czekoladowy. Cytrusowy krem uzyskamy, gdy dodamy do niego na koniec drobno startą skórkę pomarańczy lub cytryny.

piątek, 10 czerwca 2011

Kolacja dla głodomorów




Na kolację dla Boskiego Mariana już jakiś czas temu zrobiłam tartę warzywną. W jego oczach widziałam nutkę wątpliwości, gdy powiedziałam mu w trackie jej robienia, że improwizuję. Efekt był jednak piorunująco przepyszny! Czuję, że Boski Marian nigdy nie zwątpi w mój kulinarny talent improwizacji ;) ciasto na wzór kruchego, sos beszamelowy a farsz to wszystko, co miałam akurat w lodówce. Polecam!

SKŁADNIKI (na dużą blachę)

1 ½ szklanki mąki

15 dag masła

½ szklanki śmietany

¾ szklanki startego sera

¼ szklanki mleka

2 jajka

Opakowanie zielonej fasolki szparagowej

2 marchewki

3 parówki

1 cebula

1 pomidor

1 łyzeczka koncentratu

Sól, pieprz, czerwona papryka

Masło z mąką siekamy, dodajemy 2 łyżki zimnej wody i łyżeczkę soli. Zagniatamy ciasto i odstawiamy na 20 minut do lodówki. Wykładami nim formę posmarowaną masłem i posypana bułka tartą. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20 minut.

W tym czasie, na patelni szklimy cebulę. Dodajemy do niej pokrojone w talarki cebulę. Gdy już się podpieką dokładamy pokrojony w kostkę pomidor. Przyprawiamy solą, pieprzem, koncentratem i czerwoną papryką. Gotujemy w osolonej wodzie fasolkę szparagową i marchewkę pokrojoną w talarki (marchewkę kroił Boski Marian, dlateog tak bosko wygląda na zdjęciu:)).

W oddzielnej miseczce mieszamy ze sobą śmietanę, mleko, starty na dużych oczkach żółty ser, 2 jajka, trochę soli i pieprzu. Polewamy sosem tartę i pieczemy około 30- 40 minut w piekarnik nagrzanym do 180 stopni.

Smacznego!

poniedziałek, 9 maja 2011

Cytrynowa tarta na wiosnę


Ciepło mi uderza do głowy. Nie wyrabiam z nauką, za pisanie pracy rocznej nawet się nie wzięłam (termin do piątku;)) a mnie rozsadza wiosenna energia i szczęście! Wczorajszy spacer z Boskim Marianem i stokrotki były bajeczne. Wszystko w moim wszechświecie pięknieje o tej porze roku. No może oprócz wiedzy, ale nie ważne. Ważne, że Maciek, synek Kasi i Artura, mówi już „tata”! Dlatego z dedykacją dla wspaniałych rodziców i ich pociechy przedstawiam bardzo wiosenną, orzeźwiającą tartę cytrynową. Na życzenie mamy przegrzebałam internet i skonstruowałam przepis na to pyszne ciasto. Jest zbliżony do przepisu znalezionego na kotlet.tv. Mamie sprawiłam ogromną radochę tą tartą, a Boskiemu Marianowi podobno przypomniałam smak dzieciństwa. Polecam.

SKŁADNIKI (na średniej wielkości tortownicę lub blachę)

1 ¼ szklanki mąki

½ szklanki cukru

¾ szklanki cukru pudru

Opakowanie cukru waniliowego

Szczypta soli

4 jajka i 3 białka

Sok z 2 cytryn

170 g masła

2 łyżki mąki ziemniaczanej

Najpierw robimy kruche ciasto. Wysypujemy na stolnice mąkę, ¼ szklanki cukru pudru, cukier waniliowy, szczyptę soli. Siekamy a następnie zagniatamy te składniki z 70g masła i z jednym jajkiem. Formujemy kulę i odstawiamy do lodówki na pół godziny.

Po odczekaniu aż ciasto będzie mniej klejące rozwałkowujemy ej na stolnicy i wykładamy blachę pokrytą masłem i posypaną bułką tartą. Ciasto nakłuwamy widelcem i pieczemy około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Kolejno zabieramy się za przyrządzenie masy cytrynowej. Całe 3 jajka miksujemy z połowa szklanki cukru. Ciągle miksując dodajemy wyciśnięty ok. z cytryn, 100 g masła i 1 łyżkę mąki ziemniaczanej. Podgrzewamy masę na małym ogniu ciągle mieszając aż zgęstnieje (konsystencja będzie przypominać budyń). Wtedy wykładamy ją na ostygnięty, gotowy spód ciasta. Następnie ubijamy 3 białka z połowa szklanki cukru pudru aż będą sztywne. Mieszamy delikatnie z dwoma łyżeczkami mąki ziemniaczanej i rozkładamy delikatnie na masie cytrynowej. Wstawiamy na kolejne 15 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (aż białka z wierzchu zbrązowieją).

Smacznego! :)

poniedziałek, 2 maja 2011

Cafe latte bez maszynki


Ja, a moja mama jeszcze bardziej, jesteśmy absolutnymi kawoszkami. Nie posiadamy jednak ekspresu do kawy. Mimo to nie dałam za wygraną i udało mi się zrobić idealne cafe latte bez skomplikowanych przyrządów. Już obiecałam Boskiemu Marianowi, że zrobimy sobie dziś kawową ucztę :)

SKŁADNIKI (2 dwie kawy)

½ szklanki mleka

¼ szklanki śmietany 30%

Dwie filiżanki espresso

Dodatki: cukier, cukier waniliowy lub cynamon.

Mleko ze śmietanką i cukrem bądź innymi dodatkami podgrzewamy na małym ogniu energicznie mieszając trzepaczką. Gdy będzie już spienione wlewamy do przezroczystych szklanek lub kubeczków (około 2/3 naczynia). Następnie, powoli, po ściance szklanki bądź kubeczka wlewamy do mleka świeżo zaparzoną filiżankę espresso (czyli mocna, intensywna kawa, najlepiej prawdziwa- choć od biedy można przygotować bardzo mocny wywar z kawy rozpuszczalnej). Na dole szklanki powinno mleko, po środku powinien znaleźć się brązowy pasek kawy a na samej górze lekka, mleczna pianka. Można posypać czekoladą lub ozdobić dodatkowo bita śmietaną.

Smacznego :)

sobota, 23 kwietnia 2011

Sernik orzechowo-kajmakowy


Ostatnio bardzo zaniedbuje bloga w obliczu egzaminów, praktyk i pracy rocznej z literatury. Szczególnie to ostatnie spędza mi sen z powiek. Mimo wszystkich obowiązków nie zaniedbuję Boskiego Mariana, bez obaw :)
Na szczęście z okazji świąt znalazłam chwilę na upieczenie pysznego sernika orzechowo-kajmakowego. Do wykonania tego ciasta natchnął mnie przepis Liski- zrobiłam go miesiąc temu i wspólnie z mamą zmodyfikowałam na bardziej orzechowy i konkretniejszy kalorycznie ;) Wyszedł znakomity! Jest idealny dla wszystkich świątecznych łakomczuchów, którym życzę udanych wypieków i rodzinnej Wielkiej Nocy.
SKŁADNIKI (na dużą blachę) cena do zniesienia
Opakowanie (200g) startych orzechów włoskich
150g zwykłych herbatników
150g masła
400g masy kajmakowej/krówkowej (w puszce)
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
5- 6 jajek (ja
1200g sera mielonego
1 łyżka mąki
2 łyżki budyniu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/6 szklanki mleka
Blachę smarujemy masłem i posypujemy bułką tarta. W misce kruszymy herbatniki, mieszamy z 150g starych orzechów, łyżką cukru i 50g masła. Łączymy składniki na miazgę- ja użyłam do tego tłuczka do ziemniaków. Wykładamy masą spód blaszki i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 15- 20 minut.
Ucieramy szklankę cukru i cukier waniliowy z 100g masła. Następnie dodajemy 200g kajmaku i dalej miksujemy. Dodajemy jajka i stopniowo ser. Dalej miksując wsypujemy mąkę, budyń i proszek do pieczenia. Masa jest dosyć płynna. Wylewamy ją na upieczony spód orzechowy i pieczemy w nagrzanym do 180 stopniu piekarniku przez około 90 minut.
Gdy ciasto już ostygnie sporządzamy polewę. Mleko, 2 łyżki masła i 200g kajmaku rozpuszczamy w rondelku mieszając. Gdy się zagotuje miksujemy polewę, aby pozbyć się grudek. Wylewamy ją na wierzch ciasta i posypujemy pozostałymi nam orzechami.
Smacznego! :)

niedziela, 20 marca 2011

Bułeczkowa alternatywa


Boski Marian postanowił być jeszcze bardziej boski. Wczoraj zdecydował się na aparat ortodontyczny. Sen z powiek spędzał mi problem co w takim razie mógłby zjeść na kolację! Niedzielne bułeczki w sklepach są raczej twarde. Dlatego zrobiłam swoje bułeczki sezamowe. Przepis oparłam na przepisie Liski. Bułeczki są mięciutkie w środku, z wierzchu mają chrupiącą, ale delikatną skórkę. Ale będą pycha kanapki! :) Polecam!

SKŁADNIKI (na 12 wytrawnych bułeczek)

¾ szklanki mleka

¼ szklanki oleju

1 łyżka cukru

1 łyżeczka soli

3 łyżki sezamu

2 jajka

20 g drożdży

2 ½ szklanki mąki

Do miski wlewamy letnie mleko, oliwę, sól, cukier i drożdże. Rozrabiamy drożdże przy pomocy widelca i odstawiamy zaczyn na 10 minut. Dodajemy jedno jajko, mieszamy i powoli mieszając dodajemy mąkę wymieszaną z sezamem. Przekładamy ciasto na stolnicę i wyrabiamy około 5- 10 minut. Formujemy z niego kulę i wkładamy do miseczki wysmarowanej olejem. Pozostawiamy do wyrośnięcia na 45 minut.

Kolejno formujemy z ciasta kuleczki- bułeczki i wykładamy je na blaszce na papierze do pieczenia. Przykrywamy ściereczka i czekamy kolejne 40 minut. Bułeczki w tym czasie podwoją swoją objętość.

Następnie smarujemy ciasto rozbełtanym jajkiem z mlekiem i posypujemy je sezamem. Pieczemy w piekarniku nagrzany m do 200 stopni około 20 minut.

Smacznego!

sobota, 12 marca 2011

Zaufanie


Ostatnio zauważyłam coś bardzo miłego. Stało się to w drodze na urodziny Karoliny. Upiekłam z tej okazji kruche rogaliki z marmoladą różaną i czekoladą. „Przeimprowizowałam” przepis, który podrzuciła mi mama. Jadąc autobusem linii 112 z Boskim Marianem, zaproponowałam mu, czy chciałby spróbować rogalików przed wszystkim („bo według mnie są znakomite”). Jeszcze zanim dokończyłam zdanie: „Trochę improwizowałam”, nie było już pierwszego kruchego księżyca. Podobną prawidłowość zauważyłam na urodzinowej imprezie Karoliny. To wzbudziło we mnie refleksję, że ani Boskiego Mariana, ani moich przyjaciół, ani znajomych… nie mogę zaskoczyć. Są pełni zaufania do tego, co im ugotuję czy upiekę. Bez wahania i dopytywania się, co jest w środku, sięgają po więcej! Myślę, że przełomem było moje przepyszne ciasto marchewkowe- nikt nie chciał wierzyć, że jest w nim marchewka. Już chyba nic ich nie zdziwi jeśli chodzi o składniki, za to są tak przyjemnie pewni, że to co przyniosłam jest smaczne. Mam nadzieję, że nigdy ich nie zawiodę J

SKŁADNIKI (na dwie blaszki rogalików)

2 szklanki maki

2łyżki cukru

2 łyżki cukru pudru

Opakowanie cukru waniliowego

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 jajka

¼ szklanki mleka

4 łyżki śmietany

Pół słoiczka marmolady (ja wybrałam różaną)

Pokruszona mleczna czekolada i sezam (opcjonalnie)

Kostka masła

Mąkę, proszek do pieczenia, cukier, cukier puder i cukier waniliowy mieszamy ze sobą i siekamy z masłem na stolnicy. Dodajemy jedno jajko, śmietanę i zagniatamy. Ciasto rozwałkowujemy cieniutko i kroimy na trójkąciki. Na każdym kawałku ciasta wykładamy łyżeczkę marmolady i pokruszoną czekoladę. Zwijamy trójkąt w rogalik i wykładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie bełtamy jajko z mlekiem, rozsmarowujemy nimi rogaliki i posypujemy sezamem. Pieczemy w nagrzanym do 18o stopni piekarniku około 20-25 minut (aż się zarumienią).

Smacznego! :)

poniedziałek, 14 lutego 2011

Walentynkowe słodkości


Z Boskim Marianem, co roku wręczamy sobie własnoręcznie wykonane kartki. To wspaniała tradycja i pełna śmiechu, bo Bóg obdarzył nas raczej innymi talentami :) Z okazji święta zakochanych przygotowałam dla Boskiego Mariana pudełeczko pełne jego ulubionych ciasteczek i stada małych zeberek (stuningowany przepis mamy na zebrę).

SKŁADNIKI (na 12 małych zeberek i jedną dużą zebrę)

1,5 szklanki cukru

1 szklanka oleju

1 szklanka oranżady zwykłej

2,5 szklanki mąki

4 jajka

3 łyżeczki proszku do pieczenia

3 łyżki kakao

Jajka miksujemy z cukrem aż do isagnięcia gładkiej masy. Następnie dorzucamy stopniowo i na przemian mąkę z proszkiem do pieczenia, oranżadę i olej. Po połaczeniu wszystkich składników dzielimy ciasto na dwie części. Do jednej misku wrzucamy kakao, do drugiej 3 łżyki mąki i mieszamy. Wylewamy do foremek na przemian białą i czarną masę.

Smacznego! :)

Wszystkim zakochanym życzę, aby pamiętali o swoich drugich połówkach każdego dnia.

Aleksandra

niedziela, 6 lutego 2011

Zapiekankowa zachcianka



Chciałam zrobić rodzicom pyszną kolację. Do każdego pomysłu brakowało mi jakiegoś składnika, a miałam tylko godzinę. Doszłam do wniosku, że najlepsza w takiej sytuacji będzie zapiekanka. Pierwszą moją zachcianką, była zapiekanka makaronowa, ale oczywiście nie było makaronu :) Pomimo trudności, moja autorska chrupiąca zapiekanka ziemniaczana okazał się strzałem w dziesiątkę! Nieprzyzwoicie się najedliśmy a Boski Marian do tej pory żałuje, że nie było go wtedy w Warszawie :)

SKŁADNIKI (tanie jak barsz)

30- 40 dag ziemniaków

2 cebule

2 papryki

1 pomidor

4 parówki („merlinki” paprykowe)

3 łyżki pikantnego ketchupu

Przyprawy (sól, pieprz, czerwona papryka)

Ser do posypania (wedle uznania)

Kroimy obrane ziemniaki w talarki i smażymy je na głębokim tłuszczu, aż będą chrupiące. Na drugiej patelni szklimy cebulę, następnie podsmażamy z nią pokrojona w kosteczkę paprykę, a na koniec także pokrojonego pomidora. Doprawiamy warzywa i mieszamy z ketchupem. Parówki kroimy w połówki- talarki. Dorzucamy je do gotowych warzyw, mieszamy. Ziemniaczane talarki układamy na dnie naczynia żaroodpornego i posypujemy czerwona papryką. Wysypujemy na wierzch warzywa z parówką. Zapiekankę posypujemy żółtym serem i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez około 40 minut.

Samcznego! :)

sobota, 29 stycznia 2011

Przerwa w pracy


Sesja i praktyki spędzają mi sen z powiek, ale nie są w stanie odciągnąć mnie od przyjemności gotowania :) Wczoraj upiekłam wspaniałe babeczki na podstawie przepisu mamy pani Lucynki. Są to delikatne serniczki, które rozpływają się w ustach. Jak tylko je upiekłam, czym prędzej udałam się do Boskiego Mariana. Dopiero, co ostygły, gdy zrobił pierwszy gryz serniczka. Jego twarz była nieprzyzwoicie zaskoczona- w końcu powinien już mieć świadomość, że robię pyszne wypieki! Spróbowałam więc też mojego mini dzieła i odkryłam, że zrobiłam coś absolutnie niezwykłego. Serniczki są delikatne, nie za słodkie i mają bardzo wytworny smak. Polecam!

SKŁADNIKI (na około 18 serniczków) tanie jak barszcz

Na spód:

1,5 szklanki mąki

2 łyżki kwaśnej śmietany

1 opakowanie cukru waniliowego

4/5 kostki margaryny „Kasi”

1 żółtko

1 łyżka wody

Na nadzienie:

50 dag sera białego twarogowego

3 jajka

1 łyżeczka kwaśnej śmietany

5 łyżek cukru

2 łyżki budyniu waniliowego

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Mąkę, cukier waniliowy i margarynę kroimy nożem na stolnicy, jak do kruchego ciasta. Dodajemy resztę składników i zagniatamy. Ciastem wykładamy foremki na babeczki.

W jednej misce ubijamy białka na sztywną pianę. W drugiej ucieramy żółtka z cukrem. Dodajemy do nich ser, następnie śmietanę, cukier i budyń ciągle miksując. Następnie dodajemy upite białka mieszając delikatnie łyżką. Otrzymaną masę wykładamy na foremki wyłożone ciastem.

Pieczemy około 50 minut w piekarniku nagrzanym do 150 stopni.

(Gotowe babeczki ozdobiłam kakaowym lukrem i posypałam cukrem pudrem.)

Smacznego! :)

sobota, 15 stycznia 2011

Na drugie mi szpinak


Ochota na szpinak chodzi za mną ostatnio bez przerwy. Zima sprawia, że jestem jeszcze bardziej wygłodniała na wszystkie warzywa. Z tego powodu, kilka dni temu, zrobiłam pyszną autorską zapiekankę szpinakową na kolację dla mnie i dla mamy. Opis zapieczonego serka na wierzchu szpinaku sprawił, że w głośnikach mojej komórki usłyszałam pomruk zachwytu Boskiego Mariana. A zapiekanka była naprawdę zachwycająca i zdrowa.

SKŁADNIKI (dla 3-4 osób) tanie danie

1 opakowanie mrożonych liści szpinaku

6 kromek chleba tostowego

3 jajka

Bułka tarta

Stary żółty ser

Pieprz, czerwona papryka, szczypta soli

Łyżka sera topionego

Masło do smażenia

Na patelni rozgrzewamy trochę masełka i rozpuszczamy ser topiony. Dodajemy szpinak i rozmrażamy jego kawałki na małym ogniu. Gdy będzie miał już jednolita konsystencję doprawiamy go przyprawami i rozbijamy jajko szybko mieszając. Na dno keksówki wykładamy chlebki tostowe najpierw zanurzone w rozbitych jajka a potem obtoczone w bułce tartej. Na tak przygotowany spód wykładamy szpinak i posypujemy go startym, żółtym serem. Zapiekankę pieczemy przez około 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Zapiekankę podawałam w towarzystwie musztardy, keczupu, bułeczki z masełkiem i ogórków konserwowych.

Smacznego!

(PS. Nikt nie miał odwagi skomentować wpisu Boskiego Mariana? :) Jedno jest pewne- jego placek był szczerze przepyszny i poprosiłam o dokładkę!:))